I wszystko jasne!

Cześć!

Tak jak przedtem mówiłam, porozmawiałam z moich chłopakiem. Gadaliśmy z pół godziny. Co prawda przez telefon, ale zawsze coś.

Było mi ciężko, ale zapytałam wprost kiedy rozchodzi się z Eks, czy już przemyślał kiedy to zrobi. Odpowiedział, że tak, że myślał o tym i już wie kiedy to zrobi. Powiedział, że przecież niedawno mi to mówił. Odpowiedziałam, że chcę, żeby powiedział mi jeszcze raz. Na to on odparł, że musi poczekać do zamknięcia starej firmy, gdyż ona jest z nią ściśle powiązana. Na to wychodzi, że jeszcze z dwa miesiące. Przyznał mi rację, że takie rozmowy nie są na telefon, żeby tak od razu wszystko powiedzieć. Na ten temat znajdziemy czas w przyszłym tygodniu. Powiedziałam mu, że chodzi mi też o to, że za żadko rozmawiamy. Dlatego zadaję mu czasem te same pytania, tylko po to, żeby się upewnić, że odpowiedź jest jeszcze aktualna. Chodzi mi o to, żebyśmy częściej rozmawiali. Nie chodzi mi tu o to, żebyśmy w kółko drążyli ten temat. Chodzi mi o zwyczajną rozmowę, której mi brakuje, bo rozmawiamy raz albo dwa razy w tygodniu. Przez trzy dni może się przecież tyle wydarzyć, więc czemu nie możemy rozmawiać na bieżąco? To są małe rzeczy, ale ważne. Chłopak powiedział, że to dobrze, że chcę rozmnawiać, bo to potrzebne w związku i powiedział, że postara sie częściej ze mną kontaktować.

To miłe, że mnie zrozumiał i że się stara, ale nie wiem czy on do końca mnie dobrze zrozumiał. Nie chodzi mi o to, że on musi codziennie dzwonić i mówić: „Cześć! U mnie nic nowego. Buziaki”. Chodzi mi tylko o tę ważnę komunikację. O to, że tak mało o Nim wiem. Nie wiem co dzieje się na codzień w Jego życiu, a dzieje się wiele. Tylko tego chcę.

No nic… Jak Go zobaczę, to wytłumaczę mu, o co dokładnie mi chodzi.

I najważniejsze… Wszystko aktualnie i On się z nią rozstanie! :)

Teraz mam dobry humor. Pozdrawiam

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Cisza

Hej,

Cisza… Czemu? Ano nic się nie stało. Chłopak nie zerwał z nią. Nie ma w ogóle tematu. Wczoraj spędziliśmy razem wieczór. Myślałam, że coś powie, ale się myliłam. Póki co bez zmian. Niestety ja tak dłużej nie mogę. Nienawidzę tej niepewności. Muszę wiedzieć na czym stoję.

Wczoraj, gdy było już bardzo późno i Ukochany musiał już jechać, usiadłam przy Nim i głęboko patrząc mu w oczy zapytałam, czy znajdzie w Niedzielę dla mnie chociaż godzinkę czasu. Zdziwił się, bo przez te parę godzin nic takiego nie mówiłam. Powiedział, że tak, że nie ma problemu. Spojrzał mi głęboko w oczy i zapytał, co chcę jutro porabiać. Powiedziałam, że nic specjalnego, chcę tylko porozmwiać. Zdziwiony zapytał, czy kogoś poznałam, czy poznałam jakiegoś chłopaka. „Tak” – odparłam. „Naprawdę?” – zapytał. Powiedziałam, że tak, naprawdę. Zapytał jak długo już go znam, czy jak długo z nim jestem. Odpowiedziałam, że leży przede mną i jestem z nim 2 lata. Uśmiechnął się z ulgą i zapytał o czym chce pogadać, czy jest to coś dobrego, czy złego. Powiedziałam, że zależy dla kogo. Teoretycznie nie jest to nic złego, ale może dla Niego to będzie niefajne. Powiedział, że znajdziemy na tę rozmowę miły wieczór. Już jutro mogę mu powiedzieć. Dzisiaj jest za późno na trudne tematy. Powiedział, żebym mu tylko temat zdradziła albo jakiś szczegół. Zastanowiłam się chwilę… „W sumie to chcę Ci coś o mnie, o nas od serca powiedzieć. Nic więcej”. Pożegnaliśmy się.

Teraz siedzę sama, jak zresztą większość czasu…. i rozmyśłam co właściwie chcę mu powiedzieć.

Wydawało mi się, że to co ode mnie dzisiaj usłyszy jest logiczne i że nigdy nie będę musiała o tak oczywistych rzeczach rozmawiać. A jednak… Myślałam, że dla mojego partnera oczywiste jest to, że parę rzeczy nie jest w porządku. Nienormalne jest to (przynajmniej dla mnie), że widujemy się raz w tygodniu. Raz w tygodniu rozmawiamy przez telefon. Raz w tygodniu napiszemy do siebie sms… Jest mnóstwo przykładów.

Przychodzi sobota. Widzimy się po całym tygodniu pierwszy raz. Co z Niedzielą? Przecież można by się spotkać, zjeść wspólnie obiad. Czemu tak nie jest? Czy wynika to z tego, że nie ma się czasu, czy nie ma się ochoty?

Po wczorajszym jak widać czas jest, gdy chęci są. Zapytałam, czy możemy się dzisiaj zobaczyć i usłyszałam, że tak. Dlaczego więc sam z siebie nie zaproponuje, żebyśmy razem czas spędzili. Czy naprawdę jeden dzień w tygodniu mu wystarczy? Owszem wczoraj dwoił się i troił, żebym nie była smutna. Wymyślał to ciekawe miejsca, zajęcia, żebyśmy tylko byli razem. Bilard, bar koktajlowy… Miło! Ale dlaczego tylko raz w tygodniu? Wiem, że jest zapracowany, ale w niedziele nie ma nic takiego specjalnego do roboty.

Czasem tak sobię myślę, że to mi zależy najbardziej. Że się dwoję i troję, żeby budować i naprawiać most, który i tak nadaje się do zburzenia. Jeden tydzień jest taki, że „budujemy” naszą relację. Przychodzą kolejne tygodnie i jakoś tak wszystko się sypie. Układanka się rozsypuje.

W piątek przeszłam taki kryzys, że do dzisiaj jest mi niedobrze. Jestem sobie od rana w biurze. Dzwoni mój chłopak i mówi, że zaraz przyjedzie i napijemy się kawy. Ucieszyłam się, ale tylko na chwilę… Czemu? Bo przed Nim przyszła ta Eks z dzieckiem. Super! Jak ją tylko zobaczyłam to już mi się niedobrze zrobiło. Po paru minutach przyszedł mój chłopak i oczywiście przywitał się z dzieckiem. Od razu mówię, że nie widzieliśmy się tydzień. Powiedzieliśmy sobie tylko „cześć”. I dalej sobie siedzę jak ten niepotrzebny pies. Jeszcze dodatkowo Eks rozpierdziela mnie pytaniami -  „co u mnie” i tak dalej… Ja już nawet jej nie słuchałam. Było mi tak cholernie przykro, bo siedzisz sam jak ten pies. Twój chłopak mógł skupić uwagę tylko na dziecku, bo przecież nie mógł się ze mną normalnie przywitać. To chore… Moja cierpliwość się skończyła. Błagałam Boga, żebym mogła stąd jak najszybciej uciec. Nie chciałam na nich patrzeć, nie chciałam ich słyszeć. Wszystko takie sztuczne, bezsensowne…

Po prostu słów mi brak na to wszystko. Już dłużej nie wytrzymam. Coś we mnie pękło, dlatego dzisiaj z Nim pogadam. Powiem, że czuję się jak niepotrzebna zabawka. Że nienawidzę udawać kogoś kim nie jestem. Że mam dosyć patrzenia na nią i słuchania jej. Mam dosyć akceptowania tego, że ona myśli, że są parą. Mam dość tego, że razem mieszkają. Jeśli faktycznie jestem dla Niego ważna, to musi wreszcie podjąć decyzję. Albo ja albo ona. Obie nie wchodzą w grę. Trudno… Może dziś będę właśnie jak pies wyć z bólu i rozpaczy do księżyca. Może dziś przegram to wszystko i cały mój trud pójdą w jednej chwili na marne… Może… Chociaż będę wiedziała na czym stoję. Każdy ma swoją cierpliwość i godność. Czas się skończył. Jak będę dzisiaj już po tej rozmowie, to napiszę co z niej wyniknęło. Czy będziemy wreszcie normalną parą?

Do później.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | Skomentuj

Miłość

Witajcie Kochani!

Ten weekend był jednym z piękniejszych w moim życiu. W piątek wieczorem przyjechał do mnie mój chłopak i było bardzo miło :) Został u mnie na noc. Rano mieliśmy iść razem na basen, no ale nie wyszło, gdyż jego pracownicy dzwonili w sprawie spotkania. Powiedział, że załatwi to jak najszybciej i się wieczorkiem zobaczymy. Wieczorkiem przyjechał i pojechaliśmy do kina na całkiem fajny film. Było romantycznie i nawet nie wstydził się mnie złapać za rączkę :)… Do domu wróciliśmy koło 01:00, ale nie poszliśmy od razu spać. Położyliśmy materac na podłodze, napiliśmy się whisky i zaczęliśmy rozmowę. Było bardzo romantycznie. Mój chłopak opowiedział mi jak to było, gdy był nastolatkiem. Opowiedział mi wszystko to co przeszedł. Pochwaliłam Go za to, że osiągnął to wszystko – będąc wówczas z góry na straconej pozycji. Potem ja mu troszkę o sobie opowiedziałam. Zapytał się jakie mam plany, życzenia… Szczerze powiedziwszy sama dokładnie nie wiem, ale on wie, że moim głównym „planem”, „celem” jest ON sam. Siedzieliśmy prawie do 3:00. On tak szczerze patrzył mi w oczy. Uwielbiam to! Uwielbiam jego przepiękne oczy i uśmiech. Podczas rozmowy często głaskał mnie po główce, dotykał moich włosów… To jest obłędne! Mógłby tak robić wieczność. Tak dobrze się wtedy czuję. Uwielbiam ciepło Jego dłoni i ciała, gdy mnie przytula. Uwielbiam słuchać Jego ciepłego głosu. Całego Go uwielbiam!

Zapytałam Go o to, co by powiedział, gdybym zmieniła fryzurę. Głaszcząc mnie po główce, powiedział, że kocha wszystko we mnie. Nawet jak przefarbuję włosy, czy je zetnę, to i tak będzie mnie kochał, bo to nie o włosy, czy wygląd chodzi. Kocha we mnie wszystko. Kocha moje wszystkie decyzje. Chwycił moje wszsytkie włosy i powiedział, że je zetniemy. Ma nożyczki przy sobie, więc możemy to zrobić od razu. Spojrzałam się na Niego i aż otworzyłam buzię z wrażenia. „Wierz mi, że jakbym je ścieła, to już bym Ci się nie podobała”. „Mylisz się” – odpowiedział. „Tu nie chodzi o Twoje włosy. I tak będę Cię kochał, nieważne jak będziesz wyglądać. A z tym ścięciem – spokojnie… żartowałem. Masz piękne włosy”.

Po miłej rozmowie poszliśmy spać. Postanowiliśmy, że będziemy spać na materacu, na podłodze, bo tak wygodniej. No i tak też spaliśmy :) Tak uwielbiam z Nim spać, przy Nim być. Jestem wtedy najszczęśliwsza na świecie. W nocy przykrywał mnie, żebym nie zmarzła. Przytulał mnie i całował… Ech… Jakie to słodkie i kochane. Żeby to tylko wieczność trwało…

W Niedzielę wstaliśmy z zamiarem pójścia na ten basen, no ale nie wyszło. Czemu? Bo my śpiochy spaliśmy prawie do 13:00! Nie wiem jak to się stało, ale tyle właśnie spaliśmy :) Zrobiłam śniadanko dla Nas. Zjedliśmy, pogadaliśmy i mój Kochany koło 15:00 musiał jechać. Powiem Wam szczerze, że już za Nim tęsknie. Tak bardzo!

W głębi duszy wierzę w to głęboko, że zdobędzie się na odwagę i wypełni słowa z przed tygodnia. Jakie? Że wreszcie zakończy oficjalnie tamten związek. Ma jeszcze 2,5 tygodnia. Chyba będę się za to modlić. Obyśmy wreszcie byli razem szczęśliwi – i to nie tylko w weekendy.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 2 komentarzy

Nadzieja

Hej :)

Dzisiaj odbyłam poważną rozmowę z moim chłopakiem. Zapytałam Go czy mnie kocha… Odpowiedział, że „co to za pytanie, oczywiście, że tak!”. Skarbie, kochanie… gdyby było inaczej to przyrzekłem, że bym Ci powiedział. Więc jeszcze raz… Jak to się zmieni to Ci powiem, dlatego nie musisz się mnie pytać. Skoro już pytasz… Wiesz, jesteś dla mnie bardzo, bardzo ważna. Nie chcę Cię skrzywdzić, zranić, rozczarować. Dlatego jak sama zauważyłaś niczego Ci nie obiecywałem. Z moich ust nie padły jakieś konkretne obietnice, a to tylko dlatego, że nie chcę Cię rozczarować. Sam muszę najpierw ogarnąć moją sytuację, z którą Ty nie masz nic wspólnego. Jesteśmy razem szczęśliwi i ta sytuacja Ciebie nie dotyczy. Sam sobie nie jestem w stanie powiedzieć co będzie jutro. Niczego nie wiem… Jedno Ci tylko mogę przysiąc: Nieważne czy będziesz chciała być ze mną, czy z kimś innym… Nieważne gdzie będziesz chciała pracować, co będziesz chciała robić i z kim się spotykać. Do końca życia (póki finanse mi na to pozwolą) póki będę w stanie – zawsze możesz na mnie liczyć. (Usiedliśmy na murku). Zawsze będę dla Ciebie. Zawsze pójdę za Tobą i będę z Tobą.  Zawsze dostaniesz ode mnie to, co chcesz. Z drugiej strony muszę Ci powiedzieć coś czego jestem pewny. Za paręnaście lat, też będziemy mieli taki problem, jak ja z eks. Jest między nami spora różnica wieku… Wtedy powiedziałam, że trzeba myśleć optymistycznie. On na to: „Myślę, ale realistą też jestem”. Wtedy się uśmiechnęliśmy do siebie. Powiedział: „Ale to nie o tym teraz nam myśleć”. Muszę tę całą skomplikowaną sprawę rozwiązać. To jest cholernie trudne, bo wiesz, że mnie i ją łączy wiele rzeczy, między innymi praca. Dlatego nie skupiaj się tak na uczuciach. Wtedy zażartowałam: „Czyli kochasz mnie, ale tylko tak troszeczkę?”. Na to on odparł: „Co to znaczy tak troszeczkę? Oczywiście, że nie. Jak się kogoś kocha to na całego, wtedy nie ma troszeczkę. Po prostu wrzuć na luz i daj temu trochę czasu. Skup się na pracy, na hobby. Nie od razu to wszystko się rozwiąże. Skup się na sobie, nie na mnie. Jesteśmy razem i moje tamte problemy niech nie wchodzą nam w związek. Ja to załatwię, a my się cieszmy sobą. Proponuję Ci zapisać się na jakiś kurs, sport. Co tylko chcesz. Ważne, żeby Ci ten czas milej leciał. No i ważne też, żebyś miała z jakimiś fajnymi znajomymi kontakt. A tę sprawę ja załatwię”. No i wtedy wypowiedział jedno zdanie, które tak cholernie poprawiło mój humor: „Teraz w kwietniu rozejdę się z nią”. Coooo???? Czy ja dobrze słyszałam? „Ale jak to… teraz w tym miesiącu?”. „Tak, na to wygląda” – odparł. Zapytałam, dlaczego na to wygląda? Ona się z Tobą rozejdzie, czy Ty?”. „Już o tym wcześniej rozmawialiśmy, że to ja chcę od niej odejść”. Jak ja się cholernie ucieszyłam! Oczywiście nie pokazałam mojego uśmiechu, tylko przytuliłam Go i powiedziałam, że jestem z nim zawsze i może na mnie liczyć. Zapadła cisza… Delikatnie zmieniłam temat, bo widziałam jak posmutniał… Już wystarczająco mi powiedział. Nie będę Go wykańczać. Co do pracy powiedział tylko, żebym się nie przejmowała i wszystkiego dobrze nauczyła. Mimo paru błędów, które popełniłam, nie powinnam się przejmować. On wie, że jest to dla mnie bardzo trudne i że czasem z tego powodu płaczę… Ale mam się nie przejmować nawet eks. Powiedział: „Ostatnio ona przegięła tym, że na Ciebie wjechała (bo zrobiłam jakiś mały błąd). Jak mi o tym powiedziałaś (a tak wyszło, że zadzwonił po tym, jak ona mnie zrypała i ja akurat z nerw płakałam) to od razu powiedziałem do niej: zostaw ją w spokoju, zejdź z niej, odczep się od niej. Przecież mówiłem, że ona dopiero tej pracy się uczy, a nie wjechałaś na biedną dziewczynę, bo wiesz że się nie obroni. Najlepiej zrzucić wszystko na bezbronnego. Wtedy od razu Cię obroniłem, bo tak nie może być, żeby ktoś Cię smucił. Zawsze będę Cię bronił. Ona pracuje dla mnie, więc jej mogę coś powiedzieć, ale broń się przed innymi ludźmi, na których nie mam wpływu”. I wtedy otrzymał dużego buziaka! No, to chyba na tyle, a teraz… CZEKAM NA REALIZACJĘ TYCH SŁÓW! :)

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | Skomentuj

Hej :)

U mnie nic się niestety nie zmieniło. Jego Eks mi pomaga w pracy, dlatego trudno jest mi coś negatywnego na jej temat powiedzieć…

Mój chłopak nie wprowadził jeszcze żadnych zmian. Wiecie co? Powoli zaczynam być zmęczona tym wszystkim. Chcę w końcu mieć Go tylko dla siebie. Nie chcę Go dzielić z kimś, z nią… :(

Pora wziąć się w garść! Pora zacząć rozmawiać! I zacznę… Może już jutro…

Mój chłopak – tylko dla mnie!

Inaczej moja psychika siądzie!

Opublikowano Bez kategorii | 6 komentarzy

Magia

Hej Kochani!

Dziękuję Wam za komentarze, za które nigdy się nie gniewam :)

Oczywiście macie rację, że powinnam postawić mu ultimatum i w ogóle… Tylko, że to dla mnie nie takie proste…

Trzy tygodnie temu była taka głupia sytuacja w pracy. Mianowicie przyszłam rano do biura (bo ja zawszę przychodzę pół godziny przed czasem). Okazało się, że mój chłopak też już tam był. Przywitałam się z Nim, podeszłam do Niego i zaczęłam opowiadać o moim wczorajszym dniu, a mianowicie o tym, że byłam ze znajomymi na bilardzie i zapytałam, czy mój Skarb się nie smuci… Na to mój chłopak spojrzał się na mnie i powiedział, że jesteśmy w biurze i żebym tak nie mówiła, bo w każdej chwili może ktoś wejść… Nawet nie wiecie, jak było mi przykro… Łzy miałam w oczach, które On z resztą widział. Chciałam mu coś powiedzieć, a tu taki słowny „policzek” dostałam! Po tym już się nic do Niego nie odezwałam i po pracy pojechałam do domu. Znaczy się… zanim wyszłam to dodatkowo się wkurzyłam, bo Eks pierwszy raz pocałowała w policzek mojego chłopaka na pożegnanie. Szkoda, że nie widzieliście mojej miny. Myślałam, że jej coś wzrokiem zrobię. Tragedia… Zażenowana pojechałam do domu. Mój chłopak wiedział, że źle postąpił. To było bardzo nieładne z Jego strony. Zadzwonił do mnie wieczorem i pierwsze co powiedział to to, że to nie jest tak jak myślę. To tylko tak wygląda, ale ona nigdy takich rzeczy nie robi. On sam się zdziwił, dlaczego ona to zrobiła. Oczywiście po to, żeby mnie wkurzyć… Powiedział, że on „zostaje” przy mnie i chce tylko ze mną być. On nie jest taki, że działa na dwa fronty. Praktycznie to On teraz działa na te dwa fronty, ale chodzi mu o to, że tylko mnie darzy uczuciem, a jej nic od siebie nie daje. Zdecydował się na mnie i chce być ze mną. Chce być wierny i jest mi wierny. Zabolało mnie to cholernie, ale powiedziałam, że mu ufam, że mu wierzę…

Gdy rozmawialiśmy, powiedział mi, że nie ma do mnie pretensji o to, że wychodzę sama ze znajomymi. On nie może mi tego zabronić, gdyż jestem wolnym człowiekiem. W dodatku jestem młoda i potrzebuję innych kontaktów. Sam stwierdził, że on nie ma dla mnie czasu i było by to nie fair, gdyby robił mi jakieś wyrzuty. Powiedział, że i tak on jest w stosunku do mnie już nie fair. Jesteśmy razem, ale on ma bardzo mało czasu dla mnie, dodatkowo ta cała nierozwiązana sytuacja z eks, różnica wieku… Powiedział, że chce być fair w stosunku do mnie i tak naprawdę powinien skończyć z Tamtą i równocześnie ze mną, żeby nie zabierać mi cennego czasu i wolności.

Usłyszałam od Niego, że dla Niego to też nie jest łatwe. W pracy nie ma „głowy” i czasu na czułości. Powiedział, że nie jestem w stanie sobie wyobrazić w jakim stresie on codziennie jest. Mówił, żebym nie oczekiwała od Niego czułych słów w pracy, bo on taki już jest. Ma za dużo powodów do stresu i się jakoś blokuje. Od paru lat jest taki. Kiedyś ten stres spowodował, że on się zmienił. Nie potrafi być „ludzki”, gdy pracuje. Zachowuje się jak jakaś bezuczuciowa maszyna… No cóż… To akurat mogę jakoś przeboleć…

Poza tym powiedział, że on jest pewien, że przez różnicę wieku, kiedyś też będziemy mieli problem. I dodał, że to nie wyniknie z Jego strony. Powiedział, że jest pewien, że to wyjdzie z mojej strony, że to ja będę chciała odejść do innego, że to ja Go kiedyś zostawię… Zasmuciło mnie to bardzo, gdyż nigdy o czymś takim nie pomyślałam. Obiecałam mu, że nigdy tego nie zrobię, bo Go kocham i chcę być z Nim, pomimo różnicy wieku, pomimo wszystkiego. Kocham Go i chcę z Nim być. Powiedziałam, że nie chcę Go pospieszać, ale jedno muszę Mu wyznać… W głębi serca mam taką małą nadzieję, że już wkrótce On zrobi krok do przodu w tej sprawie, że wyjaśni to wszystko. Tak dłużej przecież nie można. Odpowiedział mi, że też mnie kocha i chce ze mną być i że wiadome jest to, że pewne sprawy muszą zostać wyjaśnione. Na wyjaśnienie tych spraw potrzeba jednak czasu. Czas wyreguluje wszystko – jak On to powiedział. Chciałby załatwić to jak najbardziej delikatnie, chce być fair w stosunku do Tamtej. Nie chce nikogo skrzywdzić… Nie chce żadnych scen i teatru przez Tamtą… Zapytał się, czy możemy trochę poczekać, bo czas nam wszystko pokaże… Odparłam, że możemy poczekać i mam nadzieję, że to się wszystko dobrze zakończy, po naszej myśli. Cieszę się, że z Nim porozmawiałam, że On mi takie rzeczy powiedział. Jednocześnie boli mnie to, że do dzisiaj nic nie jest wyjaśnione…

Cieszę się, że od miesiąca On spędza ze mną każdą sobotę i jedziemy gdzieś na miasto. Jeszcze bardziej cieszy mnie to, że zawsze zostaje albo do bardzo późna albo śpi u mnie do rana :) To oznacza, że między nimi faktycznie nic nie ma.

Mimo wszystko, co jakiś czas muszę mu uświadamiać jak dupna jest ta sytuacja. Muszę mu mówić często, jak mi jest przykro przez tą syutację. Może tym sposobem On zrobi wreszcie ten krok do przodu… Normalnie to jakaś MAGIA, że ja to jakoś wytrzymuję…

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | 2 komentarzy

Byle do przodu

Cześć :)

Ech… Ten tydzien minął mi spokojnie. W poniedziałek widziałam się z moim chłopakiem i rozmawialiśmy tylko chwilkę o tej trudnej sytuacji. Zapytałam się Go, czy wkrótce rozwiążemy tę sytację, ogarniemy to wszystko. Powiedział, że tak. Zapytałam się Go, czy mnie jeszcze kocha… Odpowiedział, że oczywiście, że tak. Nie byłby ze mną, gdyby mnie nie kochał.

Przedwczoraj (w piątek) przyjechał do mnie i zaczęliśmy rozmowę. Położył się na kanapie i powiedział, że się o mnie martwi. Przykro mu bardzo, że poświęca mi mało czasu, że czuję się samotna, że jesteśmy w takiej głupiej sytuacji… Powiedział, że boli Go to, że w pracy musi udawać, że mnie w ogóle nie zna – a chciałby przeciez normalnie ze mną rozmawiać, przytulić… Boli Go to, że musi udawać kogoś kim nie jest, że musi grać jak aktor na scenie i w dodatku mieć dwie twarze – przed tamtą kobietą… Nie jest on typem człowieka, który lubi kłamać i który lubi udawać kogoś kim nie jest i dlatego wiem i widzę jak jest mu ciężko… Powiedział, że od ex nie powinien odejść – ze względu na dziecko. Mnie też nie zostawi, bo mnie kocha… Powiedział, że w sumie lepiej by było, gdyby nie był teraz z żadną z nas. Wtedy nikt by nie ucierpiał. Teraz jakąkolwiek dezyzję by nie podjął i tak ktoś ucierpi. Przykre…

Powiedziałam mu, że w sumie byłoby najlepiej, gdyby rozstał się z nią w zgodzie. Wytłumaczyłam mu, że przecież kończąc związek z EX, jego dziecko nie ucierpi, bo on nie rozstaje się z dzieckiem, tylko z tą kobietą. Powiedziałam mu, że przecież nie musi między kimś, a kimś wybierać. Decyzja jest prosta, bo przecież to nie jest wybór partnerka-partnerka, tylko partnerka + dziecko. Mam na myśli to, że gdyby kochał ex to by miał trudny wybór, bo by musiał wybrać albo jedną kobietę (mnie), albo drugą (ją). Wybór natomiast jest prosty, bo jej nie kocha – czyli logiczne, że powinien być ze mną, a dziecko i tak jest częścią naszego życia i tak zostanie. Dziecka przecież nie straci. Dlatego może mieć normalny związek ze mną i normalny kontakt z dzieckiem. CZYLI NORMALNE ŻYCIE. Dlatego nie za bardzo rozumiem, dlaczego się waha… Dlaczego widzi w tym taki problem. Przecież to proste! Kocham kogoś – to z nim jestem. Wybór chyba logiczny?!

Jego dziecko już w sumie poznałam. Parę godzin, ale zdążyliśmy się polubić ;) Ja nie mam nic do tego, że on ma z nią dziecko, tylko boli mnie to, że wiem, że będziemy szczęśliwi, a on się boi zrobić ten krok do przodu… Boli mnie to tak bardzo… Trzy razy mu mówiłam, że nie musi między kimś wybierać, bo to logiczne, że jak jej nie kocha, to powinien jak najszybciej to zakończyć i być szczęśliwym ze mną. Problem by był, gdyby ją też kochał i nie mógłby się zdecydować… Pewnie teraz powiecie: „A może ją kocha?”. Odpowiedź brzmi nie. ON ją bardzo szanuje, bo spędzili parę dobrych lat i tyle. Widzę jak ze sobą chłodno w pracy rozmawiają. Wszystko takie formalne. Ona też Go nie kocha, bo z tego co zauważyłam, to on w jej życiu nie istnieje. Ona w jego tez nie. Tam chodzi tylko o dziecko. Mnie się też wydaje, że ona też czeka, aż on jej powie „koniec z nami”. Wtedy będzie wreszcie oficjalnie wolna. Bynajmniej ja tak to zaobserwowałam…

Pracowałam z nią tydzień i dalej będę pracować. Jutro też… Powiem szczerze, że nie mam nic do niej. Nawet jest miła i mi pomaga, dlatego uznałam, że się nie wtrącam…

Co do tej naszej rozmowy… Chłopak powiedział mi, że dłużej nie może tak przed nią grać. Powiedział, że nie wie co robić i nie wie ile jeszcze to wytrzyma. A ja wiem, że nie wytrzyma! Ja myślę, że to kwestia miesiąca, a maksymalnie dwóch. On „pęknie” albo coś innego „pęknie”, albo on to powie albo któreś z nas coś palnie i to i tak się wyda…

Widziałam, że boli go ten temat cholernie – jak i mnie. Dopiliśmy herbatę, wstaliśmy i on mocno mnie przytulił… Spojrzał się głęboko w moje oczy i powiedział: „Kocham Cię”… „ale to przecież wiesz, prawda?”. Ze smutkiem w oczach powiedziałam: „Ja też Cię kocham bardzo mocno. Wiem, wiem, że mnie kochasz”. Tak się rozstaliśmy…

Coś w środku mnie nie dawało mi spokoju. Uznałam, że wyślę mu dwie wiadomości. Jedna zawierała: „Kocham Cię i dlatego to piszę… Nie musisz między kimś wybierać. Możemy być przecież szczęśliwi – Ty, ja i dziecko. Wszyscy razem… Nikogo przecież nie stracisz.Nie chcę Cię do niczego zmuszać i nigdy nie będę. Mówię Ci tylko to po to, żebyś zobaczył tą piękną możliwość – możliwość bycia razem, szczęśliwym… Wiem, że potrzebujesz czasu, dlatego musimy niestety w pracy „grać swoje role”… Nie pospieszam Cię  i nigdy nie będę pospieszać. Kocham Cię mocno.”

A druga: „To ostatnie co chcę powiedzieć… Mnie też jest strasznie przykro, że nie masz dla mnie czasu, ale wiem, że masz dużo pracy i to rozumiem. Przykro mi też, że masz ciężką pracę, która wymaga od Ciebie mnóstwo poświęceń i czasu. Przykro mi też, że jesteś smutny przez tę całą sytuację i nie chcę, żebyś  był smutny przeze mnie. Chcę Cię uszczęśliwić i mam nadzieję, że wkrótce Ci to udowodnię – sprawię, że będziesz ze mną szczęśliwy. Przepraszam, że Ci to wszystko przez SMS wysyłam, ale musiałam to z siebie „wyrzucić”. Piszę to bo Cię kocham. To była ostatnia wiadomość… Już dzisiaj daję Ci spokój.”

Chyba Go to trochę urzekło, bo dzisiaj zadzwonił i rozmawiał ze mną w taki czuły sposób, jakby mi chciał za wszelka cenę udowodnić, że to ja jestem tą jedyną. Sam z siebie powiedział mi co robił wczoraj i dzisiaj, z dokładnością do godzin (a nigdy nie lubi tak „sam z siebie” opowiadać o sobie i swoim dniu). Normalnie tak jak by mi się spowiadał :) Ja mu też opowiedziałam co robiłam… Cieszę się, że był czuły, bo zaczynałam się martwić, czy Go może jakoś te wiadomości nie uraziły… W takim sensie, że miałam lekki stres, że może przemyśli to inaczej i będzie chciał zakończyć ze mną związek. Widzę jednak, że wręcz przeciwnie, dlatego cieszę się, że wysłałam mu te SMSy.

A teraz delektuję się Niedzielą i czekam na to, co mi ten Poniedziałek dobrego przyniesie ;)

Pozdrawiam

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | 1 komentarz

Ten proces się zaczął…

Cześć Wam!

W poniedziałek zaczęłam pracować. Jak jest? Póki co wszystko ogarniam, ale najwięcej roboty będę miała za 2 tygodnie. Otóż muszę się z Wami podzielić tym, że SZANOWNĄ EKS POZNAŁAM W PONIEDZIAŁEK ! Ona jest taka jak mój chłopak opowiadał, czyli starsza, ale miła… Cholera co ja piszę! Ale jednak… Nie mogę złego słowa na nią powiedzieć. Zanim odwiedziłam ją w tym innym biurze to zastanawiałam się jak ja mam się w ogóle zachować… Przywitać się, czy nie… I w ogóle stress jak cholera!

Otóż otworzyłam drzwi, powiedziałam „dzień dobry”, uścisnęłam jej dłoń i sztucznie „od niechcenia” się uśmiechnęłam. Sama siebie podziwiam, że zgodziłam się na taki krok – żeby stanąć z nią twarzą w twarz! Odważne? W sumie tak, ale górę tu wzieła nie moja odwaga, ale zwykła, ludzka ciekawość.

Nie żałuję, bo kobieta nie jest problematyczna. Powiedziałabym nawet, że jest miła i pomocna. Muszę się przyznać, że teraz rozumiem dlaczego mój chłopak nie chce jej mocno zranić i dlaczego on to wszystko tak pooowoolliii robi… bo ona zwyczajnie nic mu złego nie zrobiła, ale po prostu się nie kochają. Mam kontakt z nią codziennie. Telefonujemy, piszemy e-maile i nawet się widujemy. Bardzo mi pomaga w mojej pracy, bo co jak co – ona jest w tym dobra.

Może to chore, ale trochę mi jej szkoda, bo w sumie nic mi nie zrobiła, pomaga mi, a już za niedługo dowie się… No właśnie czego? No to może ja tak w skrócie opowiem…

Otóż plan jest taki… Biuro, w którym pracuję zostanie przeniesione w miejsce tamtego drugiego biura (tam, gdzie ona siedzi), bo jest tam wygodniej i jest więcej miejsca. Ona o tym wie. Stare biuro (w którym ona pracuje) przestanie istnieć – z tego co zauważyłam, o tym też wie. Jak już będziemy razem pracowały w jednym pomieszczeniu (BOŻE CHROŃ!), to ona będzie mi ewentualnie pomagać, jak ewentualnie tej pomocy będę potrzebowała. Następnie w odpowiednim momencie (może za 1 – 2 miesiące) mój chłopak powie jej, że się od niej wyprowadza, że odchodzi. Ona pewnie powie, że odchodzi z firmy (no chyba, że będzie chciała dalej pracować – ze mną..- no comments….!). Następnie po miesiącu ja wprowadzę się do chłopaka, bo ona nie wie, że my się znamy. Potem jak zobaczy, że jesteśmy razem to będzie myślała, że się przez pracę poznaliśmy i że on się we mnie zakochał, a ja w nim… I napewno ją „coś” strzeli, jak zobaczy, że nową wybranką jego serca jestem ja – osoba, której pomogła… Powiem Wam szczerze, że wcale nie dobrze się czuję z tą świadomością. Nie jestem podła, a to jest zwyczajnie cios poniżej pasa…

Taki jest wstępny plan, ale pewnie jak zwykle wiele się zmieni, pewne rzeczy szlag trafi i pewnie się przedłuży… Chłopak zapewnia mnie, że nasz cel osiągniemy, tylko nie ma jeszcze konkretnej daty. Nie ważne! Ważne, żeby nasz cel osiągnąć.

Wierzę mu! Oj, bo jakbym się zawiodła, to byłaby totalna masakra.

Damy radę! Musimy! ;)

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | 2 komentarzy

Cześć Wam!

Powiem Wam szczerze, że u mnie następują (tak jak z resztą oczekiwałam) zmiany na lepsze. Wreszcie… Pracę zaczęłam i jestem zadowolona :) Co z moim chłopakiem? Ano z piątku na sobotę nocował u mnie. Z niedzieli na poniedziałek i z poniedziałku na wtorek też :). I o dziwo „pochwalił” mi się dlaczego. Nie należy on do osób, które mówią dużo o sobie, ale tym razem poruszył bardzo delikatny temat. Mianowicie powiedział coś wreszcie „sam z siebie” o EKS. Powiedział, że mają tragiczny kontakt, prawie się biją. Kłócą się codziennie i on bardzo boi się o dziecko. Znaczy się o to, że ona mu zabroni kontaktów z nim. Po drugie w każdej chwili może odejść z pracy, a to wiąże się z nagłym szukaniem następczyni, co też niestety nie jest łatwe… Praca to jednak najmniejszy problem z tego wszystkiego.

Powiedział mi, że z samej góry spada na dół. Zapytałam co to oznacza. Powiedział, że chodzi mu o dziecko. Wcześniej widywał je prawie codziennie, a teraz już nie będzie mógł widzieć. Widzę jak On walczy z Eks i z samym sobą. Nie mogę już na to patrzeć. Jest mi Go cholernie szkoda. On ma taki stres, że nie może spać po nocach. Uwielbia spędzać czas ze mną, ale szkoda mu dziecka, bo przecież też je kocha. Z drugiej strony jestem szczęśliwa, bo widzę ile energii wkłada w nasz związek. Widzę, że o niego walczy. Nawet bym się tego nie spodziewała. Sami już pewnie zdążyliście zauważyć, że nie raz powątpiewałam w to, że on się odważy zakończyć tamten związek. Pierwszy raz spał u mnie tyle dni pod rząd. Nawet się jej nie tłumaczył gdzie śpi i dlaczego. Po prostu napisał, że nie będzie go w domu. Szczerze mogę przyznać, że jako ojciec jest numerem jeden! Spał ze mną, ale rano wstał, by pojechać po dziecko i zawieźć je do przedszkola. Widać, że bardzo się stara. Mam nadzieję, że Eks nie zabroni mu kontaktów z dzieckiem, bo przecież nie tylko Jemu zrobiłaby krzywdę, ale i własnemu dziecku :(

I tak mimo wszystko troszkę się tego wszystkiego boję. Szkoda mi Go, bo jest bardzo smutny… Boję się, że ona mu zabroni, albo że tak powiem „zminimalizuje” kontakt. I jak ja będę w stanie na Niego (tak smutnego) patrzeć? Jestem szczęśliwa, że jest przy mnie, że mnie kocha. Boli mnie tylko ten Jego smutek. I jeszcze te Jego słowa: „Pamiętaj Kochanie nigdy się nie zakochuj. Nigdy. Żadnego głębokiego uczucia, bo potem są tylko problemy…”. Wiem, wiem co to miało oznaczać. „Bardzo Cię kocham, ale widzisz przez co muszę przejść”. Wiem, wiem, że to ja jestem przyczyną tych zmian, ale ja przecież chcę Go uszczęśliwić. I to zrobię! Jeszcze będziemy się z tego śmiali. Jeszcze będziesz mi dziękował, że wyciągnęłam Cię z tej bezsensownej otchłani… Mam nadzieję, że wszystko się ułoży…

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | 1 komentarz

Gra toczy się dalej!

Witajcie moi Mili!

Chciałabym Wam tylko powiedzieć, że rozmawiałam z moim około 3 tygodni temu i dowiedziałam się, że wszystko jest jak najbardziej aktualne. Powiedział, że troszkę się to przedłużyło, ale to kwestia paru miesięcy… To zapewne nie będzie łatwe, bo Jego Ex już się wkurza i wykrzykuje zdania typu: „Po cholerę Ci nowa firma?! I kto niby ma w niej pracować?! Kto niby ma ją prowadzić?!”… Cóż… JA! :D

Już nie mogę się doczekać, jak to się wszystko potoczy. Troszkę się boję, ale jednocześnie tak cholernie się cieszę :)

Jak będą szczegóły to oczywiście napiszę :)

Buziaki!

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | Skomentuj