Cisza

Hej,

Cisza… Czemu? Ano nic się nie stało. Chłopak nie zerwał z nią. Nie ma w ogóle tematu. Wczoraj spędziliśmy razem wieczór. Myślałam, że coś powie, ale się myliłam. Póki co bez zmian. Niestety ja tak dłużej nie mogę. Nienawidzę tej niepewności. Muszę wiedzieć na czym stoję.

Wczoraj, gdy było już bardzo późno i Ukochany musiał już jechać, usiadłam przy Nim i głęboko patrząc mu w oczy zapytałam, czy znajdzie w Niedzielę dla mnie chociaż godzinkę czasu. Zdziwił się, bo przez te parę godzin nic takiego nie mówiłam. Powiedział, że tak, że nie ma problemu. Spojrzał mi głęboko w oczy i zapytał, co chcę jutro porabiać. Powiedziałam, że nic specjalnego, chcę tylko porozmwiać. Zdziwiony zapytał, czy kogoś poznałam, czy poznałam jakiegoś chłopaka. „Tak” – odparłam. „Naprawdę?” – zapytał. Powiedziałam, że tak, naprawdę. Zapytał jak długo już go znam, czy jak długo z nim jestem. Odpowiedziałam, że leży przede mną i jestem z nim 2 lata. Uśmiechnął się z ulgą i zapytał o czym chce pogadać, czy jest to coś dobrego, czy złego. Powiedziałam, że zależy dla kogo. Teoretycznie nie jest to nic złego, ale może dla Niego to będzie niefajne. Powiedział, że znajdziemy na tę rozmowę miły wieczór. Już jutro mogę mu powiedzieć. Dzisiaj jest za późno na trudne tematy. Powiedział, żebym mu tylko temat zdradziła albo jakiś szczegół. Zastanowiłam się chwilę… „W sumie to chcę Ci coś o mnie, o nas od serca powiedzieć. Nic więcej”. Pożegnaliśmy się.

Teraz siedzę sama, jak zresztą większość czasu…. i rozmyśłam co właściwie chcę mu powiedzieć.

Wydawało mi się, że to co ode mnie dzisiaj usłyszy jest logiczne i że nigdy nie będę musiała o tak oczywistych rzeczach rozmawiać. A jednak… Myślałam, że dla mojego partnera oczywiste jest to, że parę rzeczy nie jest w porządku. Nienormalne jest to (przynajmniej dla mnie), że widujemy się raz w tygodniu. Raz w tygodniu rozmawiamy przez telefon. Raz w tygodniu napiszemy do siebie sms… Jest mnóstwo przykładów.

Przychodzi sobota. Widzimy się po całym tygodniu pierwszy raz. Co z Niedzielą? Przecież można by się spotkać, zjeść wspólnie obiad. Czemu tak nie jest? Czy wynika to z tego, że nie ma się czasu, czy nie ma się ochoty?

Po wczorajszym jak widać czas jest, gdy chęci są. Zapytałam, czy możemy się dzisiaj zobaczyć i usłyszałam, że tak. Dlaczego więc sam z siebie nie zaproponuje, żebyśmy razem czas spędzili. Czy naprawdę jeden dzień w tygodniu mu wystarczy? Owszem wczoraj dwoił się i troił, żebym nie była smutna. Wymyślał to ciekawe miejsca, zajęcia, żebyśmy tylko byli razem. Bilard, bar koktajlowy… Miło! Ale dlaczego tylko raz w tygodniu? Wiem, że jest zapracowany, ale w niedziele nie ma nic takiego specjalnego do roboty.

Czasem tak sobię myślę, że to mi zależy najbardziej. Że się dwoję i troję, żeby budować i naprawiać most, który i tak nadaje się do zburzenia. Jeden tydzień jest taki, że „budujemy” naszą relację. Przychodzą kolejne tygodnie i jakoś tak wszystko się sypie. Układanka się rozsypuje.

W piątek przeszłam taki kryzys, że do dzisiaj jest mi niedobrze. Jestem sobie od rana w biurze. Dzwoni mój chłopak i mówi, że zaraz przyjedzie i napijemy się kawy. Ucieszyłam się, ale tylko na chwilę… Czemu? Bo przed Nim przyszła ta Eks z dzieckiem. Super! Jak ją tylko zobaczyłam to już mi się niedobrze zrobiło. Po paru minutach przyszedł mój chłopak i oczywiście przywitał się z dzieckiem. Od razu mówię, że nie widzieliśmy się tydzień. Powiedzieliśmy sobie tylko „cześć”. I dalej sobie siedzę jak ten niepotrzebny pies. Jeszcze dodatkowo Eks rozpierdziela mnie pytaniami -  „co u mnie” i tak dalej… Ja już nawet jej nie słuchałam. Było mi tak cholernie przykro, bo siedzisz sam jak ten pies. Twój chłopak mógł skupić uwagę tylko na dziecku, bo przecież nie mógł się ze mną normalnie przywitać. To chore… Moja cierpliwość się skończyła. Błagałam Boga, żebym mogła stąd jak najszybciej uciec. Nie chciałam na nich patrzeć, nie chciałam ich słyszeć. Wszystko takie sztuczne, bezsensowne…

Po prostu słów mi brak na to wszystko. Już dłużej nie wytrzymam. Coś we mnie pękło, dlatego dzisiaj z Nim pogadam. Powiem, że czuję się jak niepotrzebna zabawka. Że nienawidzę udawać kogoś kim nie jestem. Że mam dosyć patrzenia na nią i słuchania jej. Mam dosyć akceptowania tego, że ona myśli, że są parą. Mam dość tego, że razem mieszkają. Jeśli faktycznie jestem dla Niego ważna, to musi wreszcie podjąć decyzję. Albo ja albo ona. Obie nie wchodzą w grę. Trudno… Może dziś będę właśnie jak pies wyć z bólu i rozpaczy do księżyca. Może dziś przegram to wszystko i cały mój trud pójdą w jednej chwili na marne… Może… Chociaż będę wiedziała na czym stoję. Każdy ma swoją cierpliwość i godność. Czas się skończył. Jak będę dzisiaj już po tej rozmowie, to napiszę co z niej wyniknęło. Czy będziemy wreszcie normalną parą?

Do później.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>