Myślę – więc jestem! Wiem – że nic nie wiem!

Witajcie Kochani!

Długo nie pisałam, bo u mnie praktycznie żadnych zmian…

Od tamtej rozmowy mój chłopak faktycznie się zmienił. Często dzwoni, pisze i stara się jak najczęściej ze mną spotykać. Cieszy mnie to bardzo. Ostatnio nawet zabrał mnie na romantyczną przejażdżkę (nad jezioro) i wręczył zerwaną przez niego samego – różową różyczkę. Potem nawet napisał, że jestem jego „miłością” i że mnie kocha… Miło! Bo on do tych typowych romantyków nie należy i szacun ogromny, że coś takiego zrobił. Niby nic wielkiego, ale mnie cieszy :) On ma mnóstwo zalet, jest najukochańszy na świecie, ale ta jedna rzecz (sprawa z Eks), która nie została jeszcze rozwiązana rzuca na Niego ogromny cień…

Poza tym? Nic… Pracę zaczynam za 2 tygodnie (i już troszkę się stresuję…). Będę pracowała w tej firmie, którą założył. Powiem Wam szczerze, że zaczynam się martwić… bo… z tego co słyszałam to jego EKS wie na temat nowej firmy. A to oznacza, że z tego planu nici. Z którego planu? Z tego, że miał „przerzucić” pracowników ze starej firmy do nowej i zakończyć związek… Pytałam się Go, czy to aktualne, że zamyka starą firmę – odpowiedział, że ZAMYKA. I tu pojawia się moje pytanie: JAK?! Skoro Eks wie o firmie, to jak ona w ogóle się na temat tej firmy wypowiada? Czy wie, że on chce tą starą firmę zamknąć? Jeśli nie wie – to nie ma pytań, ale jeśli wie – to czy pyta się Go, co z nią będzie, gdzie będzie pracowała… Jeśli wie, to może myśli, że będzie pracowała w nowej firmie i nic się nie zmieni? Jeśli jednak nic nie wie o zamknięciu starej firmy, to pewnie oznacza, że ta stara firma tak szybko się „nie zakończy” i… i dalej się będzie to wszystko ciągnęło. To znaczy: Ja – w nowej firmie, Ona – w starej firmie. Ona zadowolona, bo żadnych zmian. Ja teoretycznie zadowolona, bo nowa praca (zarobki). On? On też zadowolony, bo przecież nic się generalnie nie zmieniło… Szlag! Nie, nie… Nie tym razem… Nie dałabym rady tego znieść. Skoro powiedział, że zamknie starą firmę – to na to czekam! Skoro powiedział, że najpierw „ogarniemy” moją pracę – to poczekam! Już kilka razy w tygodniu gryzę się w język, żeby znowu nie poruszać tego trudnego, „związkowego” tematu. Dlaczego? Bo raz już rozmawialiśmy i trzymam Go za słowo. Chcę zobaczyć, czy dotrzyma słowa i zakończy tamten cholerny związek. Do końca grudnia jakoś wytrzymam… Jeśli w styczniu zobaczę, że nadal żadnych zmian, to niestety będę musiała mu o Jego wrześniowych zamiarach przypomnieć. Wszystko jest dla ludzi, wszystko rozumiem, ale jak On mi mówi, że mnie kocha i chce ze mną być, a przedłuża wszystko i dalej tkwi w tamtym związku – to jaki sens mają Jego słowa i zapewnienia o miłości?…

Jestem bardzo cierpliwa, ZA cierpliwa i ZA dobra. On też jest dobry, kochany, czuły, ale tę sprawę musi wyjaśnić, bo tak dalej być nie może. Nie chcę być tą drugą. Chcę normalny związek, chcę normalnie żyć! Dziwne jest też to, dlaczego On sam o tym nie mówi. Wczoraj, gdy jechaliśmy samochodem powiedziałam mu, że dobrze, że jest teraz przy mnie, bo potrzebuję Go codziennie, ale czasem bardziej niż zwykle. Zapytał się, czy mam depresję – powiedziałam, że „można tak powiedzieć” i dzisiaj właśnie potrzebuję Go bardziej niż zwykle. Na to odparł: „Czasem trzeba się cieszyć z tych małych rzeczy…”. Hmmm… Powiedziałam, że zawsze cieszę się z tych małych rzeczy. Powiedział, że czasem zastanawia się, czy gdyby cofnął czas o te 15 lat i postąpił inaczej w swoim życiu, to czy byłby szczęśliwszy… Na to odparłam, że tego nie wiem, ale jedno wiem na pewno: NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO, BY SWOJE ŻYCIE ZMIENIĆ, POLEPSZYĆ. On na to: „Myślisz? Jak to?. Powiedziałam, że nie tyle co myślę, ja to wiem! Na pytanie: „Jak to?” powinien sobie już sam odpowiedzieć, dlatego darowałam sobie tłumaczenie, że wystarczy tamten związek zakończyć… I to był koniec tego tematu. Dzisiaj jednak nie wytrzymałam i poruszyłam delikatnie temat (bo wczoraj nastawił budzik na dzisiaj, na bardzo wczesną godzinę). Co prawda wyłączył go rano i poszedł spać dalej… Ale mimo wszystko zapytałam się dlaczego tak wcześnie nastawił budzik. On zmienił temat twierdząc, że coś go tam boli. Zapytałam drugi raz: „Dlaczego chciałeś tak wcześnie wstać?”. On odpowiedział: „Widzisz, żebym wcześnie wstał? Przecież spałem dalej, aż do teraz…”. I TYLE! Nic mi więcej nie powiedział. Liczyłam raczej na odpowiedź: „Wiesz… Muszę jechać ze względu na Eks… itp… itd…”, a tu zobaczyłam omijanie tematu szerokim łukiem. Dlaczego? Przecież oboje znamy sytuację… Może nie chciał mnie zranić tą prawdziwą odpowiedzią? A może przeciwnie – nie chce poruszać tego tematu, bo nie chce nic zmieniać w tym temacie (w związku). Ech… Nie kapuje! Nie ogarniam!

Na szczęście mam jeszcze „garstkę” cierpliwości i poczekam, żeby mi nikt nie zarzucił, że poganiam sytuację. Poczekam. Zacznę pracować, przyjdzie grudzień i zobaczymy, czy sam z siebie coś zacznie działać. Masakra… Źle się czuję, ale wytrzymam.

Jak już coś w moim życiu będzie się działo (czy dobrze, czy złe) to się z Wami tą (radosną – mam nadzieję) nowiną podzielę.

Buziaki!

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Harmonia i spokój wewnętrzny

Cześć Wam wszystkim! :)

Zastanawiałam się czy w tym tygodniu coś napisać, czy poczekać jeszcze z tydzień… Ale bardzo zmotywowały mnie Wasze kochane komentarze i postanowiłam się Wam moim życiem podzielić ;)

Owa sprawa z szanowną Ex niestety się jeszcze nie wyjaśniła, ale jestem bliżej, niż dalej celu. Około półtora tygodnia temu byłam z chłopakiem na mieście. Zapytałam się go czy mógłby ze mną wreszcie o wszystkim rozmawiać, bo dowiedziałam się pewnej rzeczy (błahostki, ale mimo wszystko) dopiero jak go zapytałam, bo sam nie raczył mi powiedzieć.  Powiedziałam: „Czy możesz zacząć mi mówić o Twoich planach i zamiarach, o wszystkim?”. On na to:” No przecież mówię”. Ja na to:” Ale o tym nie wiedziałam. Sam mi nie powiedziałeś..”. On rzekł: „Bo nie pytałaś…”. No nie! Powiedziałam, że nie mogę go o wszystko pytać, bo nawet pewne rzeczy by mi do głowy nie przyszły. „Jesteśmy w związku, ale czasem wydajesz się mi być obcym człowiekiem. Zupełnie tak, jakbym Cię nie znała. Dlatego mógłbyś mi o wszystkich mówić?”. Wreszcie odpowiedział: „Tak. Nie ma problemu.”. No, chociaż to załatwione :) Gdy wróciliśmy do domu zapytał się o moje zdrowie. Szczerze powiedziawszy jeszcze tydzień temu czułam się potwornie… Ale nie fizycznie – tylko oczywiście psychicznie. Zapytał się czy to przez niego – odpowiedziałam twierdząco. I wtedy zaczęła się nasza rozmowa…

Powiedział, że pragnie bym była szczęśliwa, i że jeśli nie jestem z nim szczęśliwa to możemy się rozstać i pracę od życia prywatnego oddzielić. Jeśli ja nie chcę to nie musimy się widywać, ale jeśli chcę pracować to nie ma problemu. Powiedział, że nawet jeśli nie chcę go widzieć – nie zostawi mnie na lodzie. Powiedział, że zawsze mogę na niego liczyć – jak na przyjaciela i pod względem pracy. Pracę/dochód, jak to on powiedział, zapewni mi do końca życia (jak mu tylko jego sytuacja na to pozwoli), bo chce, żebym była szczęśliwa…

(Podczas całej rozmowy trzymał rękę na moich plecach albo trzymał mnie za rękę… = przyjemna komunikacja niewerbalna)

I tu się wściekłam! Znaczy się – zasmuciłam, bo wściekać się nie potrafię. Ze łzami w oczach powiedziałam: „Ż..że co? Chcesz tak po prostu zakończyć nasz związek? Nic dla Ciebie nie znaczę? Chcesz się rozstać? Ale?…”. Na to on odparł: „Nie. Absolutnie nie chcę się z Tobą rozstawać. Chcę tylko, żebyś była szczęśliwa – nie ważne czy ze mną, czy sama. Pomyślałem, że jeśli nie jesteś ze mną szczęśliwa, nie jestem w stanie dać Ci szczęścia/Cię uszczęśliwić to powinnaś zmienić coś w swoim życiu, żeby tą szczęśliwą być. To nie będzie złe dla mnie, jeśli będę wiedział, że jesteś szczęśliwa. Więc jeśli sądzisz, że będziesz szczęśliwa beze mnie – to to zrób…”

Oniemiałam i wydukałam: „Eee… Ale… Ale Ty mnie źle zrozumiałeś… Owszem jestem smutna i nie mogę powiedzieć, że aktualnie jestem szczęśliwa, ale chodziło mi właśnie o to, że chcę z Tobą być… Chcesz żebyśmy się rozstali?”. „Oczywiście, że nie chcę. Chcę, żebyś była szczęśliwa. Na początku powiedziałem Ci, że zrobię wszystko, żebyś miała dobrą sytuację finansową. Obiecałem i słowa dotrzymam – już sama widzisz, że „działam” w tym kierunku… (Fakt. Działa… Tego nie mogę mu zarzucić… i czasem zastanawiam się dlaczego on to robi… chyba musi mnie bardzo kochać…). Nie obiecałem i nie obiecuję Ci nie wiadomo czego, rzeczy, których wiem, że nie jestem w stanie zrobić. Dlatego, że nie chcę, żebyś się kiedykolwiek w życiu rozczarowała… Dzieli nas spora różnica wieku i wiem z własnego doświadczenia, że kiedyś będziemy mieli ten sam problem, który teraz mam ze swoją eks…” (ma na myśli niedopasowanie…).

Powiedziałam, że nigdy nic nie wiadomo, każdy jest inny i że powinien też optymistycznie podchodzić do życia. Wtedy rzekł: „Wiem. Staram się, ale jestem realistą z pesymistycznym nastawieniem i marny ze mnie romantyk… Ale zarówno ja, jak i Ty jesteśmy wolnymi ludźmi, świadomymi swoich wyborów i chcemy razem ze sobą być. Z czasem może stwierdzisz, że mnie „mniej” kochasz albo że w ogóle mnie nie kochasz i nie będę mógł Cię zmusić, żebyś mnie kochała – i odwrotnie. Co, zamknę Cię jak psychole w piwnicy, będę Cię bił i gnębił i unieszczęśliwiał, i zmuszę Cię, żebyś ze mną była? To bez sensu – i takich psycholi nie rozumiem. Ktoś nie chce być z kimś? – daj mu odejść… Szkoda psychiki naszej i czyjejś… Dlatego tak jak Ci powiedziałem, sprawę z Ex już powoli zaczynam wyjaśniać. Proszę Cię tylko o cierpliwość. Ta sprawa będzie wyjaśniona, bo tak dalej nie może być… Ale najpierw doprowadzimy do ładu sprawę z Twoją pracą – nową firmą i weźmiemy się za tą zaległą i trudną sprawę.”

Powiedziałam: „Dobrze. Nie wszystko na raz. Załatwmy najpierw sprawę z firmą. Ale mam do Ciebie pytanie, czy Ty mnie kochasz? Czy Ty chcesz ze mą być? Czy potrafisz walczyć o miłość?”. Odpowiedział: „Wiesz, że kocham Cię, kocham Cię bardzo mocno. Chcę żebyś była szczęśliwa. Jak Ty będziesz – to i ja będę. Myślisz, że nie chcę z Tobą być? Jak myślisz? Po co to wszystko robię? Po co próbuję coś zmienić? Czemu Ci tak pomagam, robię dla Ciebie to wszystko? Po co chce z Tobą być i mieszkać? Sądzisz, że robię to wszystko, bo co? Bo jestem Jezusem? Nie. Nie jestem żadnym Jezusem. Nie jestem żadnym aniołem (zawsze tak o nim mówię – dlatego on do tego nawiązał). Oczywiście, że robię to dlatego, że chcę żebyśmy byli razem, chcę być z Tobą! Jakbym nie chciał być z Tobą – to nie robiłbym nic! Gdybyś była mi obojętna, to równie dobrze wziął bym sobie jakąkolwiek inną dziewczynę i po jakimś czasie znowu zmienił… Nie wysilałbym się w ogóle. Nic bym w związku i dla związku nie robił. Ale… My jesteśmy ze sobą już rok w „potajemnym” związku. „Potajemnym”, bo nie mieszkamy razem i cała sprawa z Ex… Ale rok to jest coś! Nie jesteśmy sobie obcy. Chcę być z Tobą i chcę to wszystko zmienić, tylko daj mi troszkę czasu… O naszą miłość już nie raz walczyłem i nadal walczę – dlatego jesteśmy razem i chcę z Tobą być. Dlatego robię to wszystko dla nas, dla naszej wspólnej przyszłości. Chcę żebyśmy byli razem i będziemy. Czy biorę nasz związek poważnie? Oczywiście, że tak! No dlaczego się z Tobą spotykam?! (jak to powiedział to objął dłońmi moją buzię i mnie pocałował). Jedno Ci mogę obiecać… Cokolwiek by się działo, gdybym zmienił zdanie, uznałbym, że cię nie kocham, że Cię nie chcę – to obiecuję Ci tu i teraz, że powiem Ci to od razu. Prosto z mostu. Dlatego proszę Cię Kochanie o to, żebyś się nie zamartwiała i o tym nie myślała, bo nie masz 40-stu lat i nie musisz się martwić, że jeszcze żadnych dzieci nie masz i nie jesteś w stanie w tym wieku mieć… Nie masz większych problemów, a nasz związek się „ureguluje”! Kocham Cię!”.

Cieszę się z tej rozmowy. Jestem w dobrym humorze, no i powrócił mój optymizm. Skupiłam się na pracy (muszę na nią jeszcze z tydzień poczekać, ale myślami już pracuję :)). Widzę znaczną poprawę w naszym związku: z ukochanym mam kontakt codziennie i zauważyłam, że jeszcze więcej czułości i miłości mi okazuje – może coś go tam ruszyło po tej rozmowie… Jest bardzo opiekuńczy, martwi się o moją „samotność” (zameldował mi wczoraj, że musi do swojej rodziny na 2 dni pojechać, ale tylko na 2 dni i jak mi przykro, to żebym i ja lepiej swoją odwiedziła, żebym broń boże się nie nudziła i smutna nie była), wreszcie mówi mi o swoich planach i zamiarach, i częściej się uśmiecha, a to mnie bardzo cieszy :)

Mam nadzieję, że to wszystko się wkrótce dobrze ułoży. Jak coś nowego się wydarzy – to oczywiście Wam opiszę :)

Dziękuję za wszystkie komentarzyki ;)

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , | 2 komentarzy

Działa szybciej niż myślałam…

Witajcie moi Drodzy,

Dziękuję Wam za czynny udział na tym blogu :)

O co tym razem chodzi? Ano chodzi o to, że jest zmiana planów… Parę dni temu mówiłam Wam, że w grudniu zajmę miejsce szanownej Ex. Teraz jest zupełnie inaczej. Przedwczoraj chłopak powiadomił mnie, że zakłada nową firmę, a obecną do grudnia musi zamknąć (ze względów papierkowych/finansowych). Bardzo mnie to zdziwiło, ale ok. Wypytałam o szczegóły i dowiedziałam się, że on będzie miał tę firmę na spółkę z partnerem (współpracownikiem = dobrym kolegą), że jak tylko ją założą to od razu zaczynam tam pracę. Wszystko fajnie, ale…

Gdyby nie było „ALE”, to bym nie była sobą :P Zastanawia mnie to, dlaczego on tak szybko działa. Dzisiaj mi powiedział, że już przygotowują papiery i za 2 tygodnie powinnam zacząć pracę. Cieszę się, że wziął sobie moje słowa do serca, ale coś mi tu śmierdzi… Trochę za szybko… Dziwne… Ufam mu, ale mimo wszystko – dziwne…

OK!… Powiedzmy, że zaczęłam tam robotę, a jego obecna firma będzie funkcjonowała dalej (niby do grudnia). Powiedział, że wszyscy współpracownicy przejdą do nowej, a tamta do grudnia „zniknie”. OK! Ale czy faktycznie tamta firma z Ex „w środku” będzie funkcjonowała do grudnia? A może jednak nie będzie likwidowana i szanowna Ex będzie mogła sobie dalej pracować i będzie tak, jakby nic się nie stało? Może znowu jej nie powie i będzie się to znowu ciągnęło w nieskończoność? Może to taka zagrywka, żeby „przedłużyć” wyznanie Ex prawdy? A może on nie chce, żeby ona pracę straciła, bo przecież ją „lubi”?

A może jednak robi to po to, żeby (tak jak mi powiedział) to wszystko wreszcie zakończyć! Może nowa firma to znak całkowitego odcięcia się od TAMTEJ i TAMTEGO świata? Może faktycznie obecna firma będzie tylko do grudnia i mój szanowny chłopak wreszcie odważy się i powie Ex całą prawdę? Może nie będzie miał odwagi jej zwolnić i dlatego po prostu zamyka firmę, by ona odeszła z czynników „naturalnych”? To nawet ma sens… Coś mi mówi, że to jednak ta dobra opcja, że on ma zamiar skończyć z nią związek, ale nie chce jej zwolnić, dlatego robi to delikatnie (tak jak mi powiedział). I mam nadzieję, że do grudnia to już będę OFICJALNĄ i tą JEDYNĄ dziewczyną. A ona? A ona będzie musiała sobie czegoś poszukać i swoje życie jakoś ułożyć.

Kurczę… Jakoś wierzę w Jego dobre intencję. Nie wierzę, że druga firma to tylko umożliwienie zagrywki na dwa fronty. Nie wierzę. Mam dobre przeczucie, ale nie mogę jeszcze ogarnąć tego, że on nabrał takie tempo, że on nie tylko „mówi”, ale i „działa”. Jeszcze tydzień temu chciał wszystko powoli załatwić, no i żebym wyjechała, a teraz? A teraz nie ma mowy o wyjedzie, bo obrał takie tempo, że zaraz zaczynam pracę.

Ech… Znowu nie ogarniam. Znowu mam 1000000 myśli. Pożyjemy – zobaczymy…

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | 5 komentarzy

Jestem szczęśliwa! Udało się!!!!!!!!!!!!!!!!!

Cześć Wam wszystkim!

Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze, za Waszą cenną opinię i za Wasze wsparcie :)

Co się takiego mi udało? Ano to, że dałam radę porozmawiać! Wreszcie… Wczoraj wieczorem miałam to zrobić, ale jak zwykle mi nie wyszło. Wczorajszego wieczoru mieliśmy małe spięcie… Mianowicie chciałam, żeby pokazał mi zdjęcia, które nosi w portfelu (bo jedno z nich sam mi chętnie pokazał, ale resztę tak gwałtownie schował…). Nerwowo odparł, że nie lubi czegoś takiego! Boże… Przecież tylko się zapytałam! Zrobiło mu się głupio i powiedział, że pokaże, ale jak będziemy w domu. Dzisiaj zapytałam Go, dlaczego tak nie miło mi odpowiedział. Powiedział, że nie chodzi mu o zdjęcia, portfel czy telefon. Powiedział, że nie lubi, jak ktoś wtyka wszędzie swój nos. Powiedziałam zła, że przecież ja nie wtykam, a on że nie o mnie chodzi tylko tak generalnie. Chodzi mu o zaufanie. Powiedział, że nie ma żadnych tajemnic przede mną i nie zdradza mnie. On nie z takich co zdradzają. Po co miałby to robić? Jest ze mną szczęśliwy i nie robi takich rzeczy. Powiedział, że gdyby się coś zmieniło to powie mi od razu, że nie chce ze mną być, że szuka kogoś innego… Powiedział, że zareagował tak, bo jego była (z poprzedniego związku – czyli nie ta, z którą ma dziecko) wiele zdrowia mu odebrała. Zniszczyła go psychicznie. Wiecznie go kontrolowała, pytała się o wszystko i czepiała się najmniejszych detali, w których oczywiście doszukiwała się zdrady. Mimo, iż jej nie zdradzał. To wszystko zaczęło go przytłaczać i pojawiły się problemy z zaufaniem. Nie miał spokoju i postanowił, że skończą ze sobą. Bo związek bez zaufanie – to brak związku. Dlatego nie chciałby, żeby to samo nas spotkało. Nigdy mnie nie oszukał, ani nie zawiodłam się na nim, dlatego mu wierzę. Jeśli jednak raz mnie oszuka – to nie chcę Go widzieć… Tak to jest…

Za to dzisiaj jak wracaliśmy z miasteczka „odważyłam się” (wiem, że to głupio brzmi, ale naprawdę kosztowało mnie to wiele nerwów ;D) powiedzieć wszystko co mi na sercu leży. Już miałam się wycofać, ale uznałam, że jak teraz nie powiem, to już chyba nigdy!

Zaczęłam od pytania: „Co z Tobą i z Twoją EX”. Nagle zapadła taka niezręczna i dwuminutowa cisza… Pomyślałam, że nic mi nie powie albo powie, że nie ma ochoty o tym gadać… Jednak raczył mi coś opowiedzieć i to sporo…

Powiedział, że jego eks nic jeszcze nie wie, ale on się zbiera już od jakiegoś czasu, żeby jej powiedzieć. Gdy zapytałam go, dlaczego nie powiedział jej wszystkiego pod koniec wakacji (tak jak mi obiecał…) powiedział, że gdy ona już wróciła, to on był tydzień w delegacji (faktycznie był…) i nie zebrał się na wyjaśnienia. Zabrakło mu odwagi. Powiedział, że jej nie kocha już od dawna, a gdyby ją kochał i wszystko między nimi byłoby jak dawniej, to dziś nawet byśmy (ja i on) się nie znali, bo po prostu by nikogo sobie nie szukał. Powiedział, że łączy ich dziecko i praca. Powiedziałam mu, że co do pracy to może na mnie liczyć. Chętnie obejmę jej stanowisko. Dam z siebie wszystko! Na to się ucieszył i chrząknął: „Wiem!”. Dlatego, jak to on powiedział, z pracą sobie poradzimy. Gorzej z dzieckiem. On nie chce go stracić. On chce się z nim widywać jak najczęściej, a wie, że prawdo podobnie ona zrobi mu piekło i dziecka może tak często, jak on chce nie widzieć. Rozumiem jego obawę… Ale powiedziałam mu, że lepiej dla wszystkich będzie jak jej to powie. Tak to ona ma szansę sobie kogoś znaleźć, dziecko i tak podrośnie i nie ma takiej opcji, żeby je stracił. Z dzieckiem zawsze będzie miał kontakt. No i w końcu my też bylibyśmy szczęśliwi. Mielibyśmy wreszcie normalny związek – o którym marzę. Powiedziałam mu, że trzeba czasem optymistycznie myśleć i że życzę nam i wierzę, że w niedalekiej przyszłości my – jako para i ona z kimś jako para i ich dziecko spotykali się i patrzyli na siebie bez nienawiści. Tak normalnie. Nie mówię, że musimy zostać przyjaciółmi, ale przecież normalne, ludzkie kontakty można mieć, no nie? Tak przynajmniej byłoby łatwiej. I tymi słowami dodałam mu otuchy. Chyba zrozumiał, że tkwienie w „tym czymś” nie ma sensu, i że zarówno on jak i ona są nieszczęśliwi. Gdy zapytałam go, czy myśli, że ona jest z nim szczęśliwa, on odparł, że NIE. Więc wszystko jasne. Powiedział tylko, że odejdzie od niej i zrobi to jak najdelikatniej, bo nie chce stracić dziecka i… uwaga… ON NIE CHCE JEJ ZRANIĆ! Zatem zapytałam: „Dlaczego?”. Powiedział, że ona jako człowiek jest bardzo dobra, i że już tyle lat ze sobą razem byli, i że ona mu też w życiu wiele pomogła, że się na niej specjalnie nie zawiódł, i jest do niej przywiązany, i może na nią liczyć i dlatego nie może tak po prostu jej zranić, bo wiele razem przeszli. Zatem zapytałam: „To po co chcesz odejść, skoro ona taka dobra i kochana?”. Powiedział, że jako przyjaciółka to jest ok, ale nie ma między nimi miłości – tego uczucia, które wygasło,a było kiedyś. Nie darzy jej uczuciem, ale szacunkiem i taką przyjaźnią. Zapytałam również, czy chciał założyć z nią rodzinę, to dziecko było planowane… Wiem… może trochę bezczelne, ale chciałam wiedzieć… Powiedział, że to nie było planowane… wpadka…

Zapytałam się również, czy aby na pewno jej nie kocha. Powiedział, że NIE. Powiedział mi kilkakrotnie, że robi wszystko, żebym nie była od kogokolwiek uzależniona (materialnie i ogólnie). To miło z jego strony. Podziękowałam mu i powiedziałam, że nie jestem z nim dla pieniędzy. Powiedział, że wie. Gdyby był pewien, że do końca naszego życia mielibyśmy pieniądze (z czego żyć), to dzisiaj nie kazałby mi pracować, przemęczać się. Ale tej gwarancji nie ma, dlatego chce (jakby jemu noga się powinęła), żebym ja coś przynajmniej miała. To cholernie miłe i gdy to mówił, to jak zwykle miałam łzy w oczach… Powiedział, żebym się nie przejmowała tym co będzie z NAMI, bo czas wszystko pokaże. Zobaczę sama, czy jak już będę normalnie zarabiała, to czy jeszcze będę chciała z nim być. Może jednak się coś zmieni? To były jego słowa. Naturalnie odparłam, że nic się nie zmieni, bo nie jestem z nim dla pieniędzy. Powiedział kolejny raz, że boi się o dziecko i żebyśmy lepiej to tak zostawili, a czas wkrótce wszystko sam rozwiąże. Poza tym dodał, że dzieli nas spora różnica wieku i on wie, że później to nie będzie normalnie funkcjonować. Tak właśnie jest między nim i jego eks (ona jest starsza). Powiedziałam rozgoryczona, że nie każdy jest taki sam i że w życiu trzeba widzieć też pozytywne strony. Powiedziałam, że chcę z nim być mimo różnicy wieku i że gdybym była na jego miejscu to bym się cieszyła. I że to właśnie z mojej perspektywy jest trudniej, i że to ja powinnam być zniechęcona. On odparł, że jemu właśnie o moją osobę chodzi, on o siebie nie potrzebuje się martwić. Zatem odparłam, żeby przestał się o mnie martwić, bo ja chcę! Tylko on musi dać mi tę szansę, inaczej nie jestem w stanie mu czegokolwiek udowodnić. Uśmiechnął się i poszliśmy do McDonald’s coś przekąsić (bo została nam połowa drogi). Gdy jedliśmy zapytał się czy wszystko ok. Naturalnie, że NIE! Powiedziałam, że jak może być ok, gdy on kocha mnie, ale woli to wszystko zostawić i dalej z nią mieszkać… Przecież dziecka nie straci. Fakt, że będzie miał może problemy, ale to co on robi jest gorsze. Lepiej to skończyć. Gdy wsiedliśmy do auta powiedziałam mu, że jeśli ją jeszcze lubi, to powinien to szybko zakończyć – dla dobra wszystkich! Powiedział, że popełnił błąd, że od razu jej o mnie nie powiedział, że nie powiedział, że kogoś poznał. Powiedział, że zrobi to delikatnie. Do grudnia powinno być już wszystko wyjaśnione… I tak zapadła półgodzinna cisza…

Po półgodzinie odezwał się. Zapytał się czy na początku przyszłego miesiąca mogę pojechać na 2 tygodnie do rodzinnego miasta. Spojrzałam się na niego i pomyślałam: „Cholera! On chce to skończyć…”. Zapytałam: „Mogę, ale po co?”. Powiedział, że na początku Października weźmie się za wyjaśnianie wszystkiego. Tylko jak powiedział – zrobi to delikatnie, dlatego chce, żebym wyjechała na jakiś czas. Gdy jej powie i się wyprowadzi to pewnie będzie chciała „zajrzeć”, gdzie on mieszka. No i gdyby mnie zastała, to by była wojna. Powiedział, że damy jej czas, żeby ochłonęła i dopiero do jego mieszkania dołączę – dopiero zamieszkamy razem. Powiedział, że to może potrwać nawet do grudnia, dlatego on będzie mnie w moim mieście regularnie odwiedzał albo ja czasem na parę dni tu wpadnę.

Nie wiem, naprawdę nie wiem, jak on chce jej to powiedzieć i po co ten dwumiesięczny teatr? Przecież jak się dowie to jej wszystko jedno będzie, czy on sam mieszka, czy z kimś… Nie ogarniam i na razie nie chcę. Już i tak za dużo emocji na dzisiaj. Ale jestem bliżej celu – i to mnie bardzo cieszy. Czyli jednak zabolało Go to, co powiedziałam. Ruszyło to Jego serducho. Pół godziny temu powiedział, że tak to zostawimy… A po pół godzinie sam z siebie powiedział, że to załatwi, że trzeba to wyjaśnić. Bardzo się cieszę z tego. Wiem, że nie będzie łatwo, ale wierzę, że on da radę i się nie podda. Delikatnie i powoli to załatwi – i być może będziemy szczęśliwi… I tak po części jestem z Jego decyzji dumna, bo już dzisiaj myślałam, że sobie nasz związek odpuści. Przynajmniej takie miałam wrażenie.

Ech… Znowu się rozpisałam… Sorki, ale wszystkiego i tak się nie da opisać.

Dziękuję Wam za kochane komentarzyki i ogólnie za wszystko! :)

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | 9 komentarzy

Koniec tego!

 

Witajcie moi Kochani!

Jesteście naprawdę Kochani, bo potraficie mi doradzić, komentujecie… Jestem Wam cholernie wdzięczna! I nigdy, przenigdy nie gniewam się za jakąkolwiek opinię! Możecie pisać co chcecie, co uważacie :) Jestem bardzo wdzięczna za to i to doceniam ;)

Zatem dziękuję osobom o nicku: „Bicz5″, „Fionie” „JednejZwielu”, „Opowiastce”, „Mini” oraz wszystkim, którzy czytają i komentują oraz tym, którzy czytają i nie komentują :)

Co do mojego życia… Macie racje! Jestem głupia i naiwna! Wiem. Macie rację, że powinnam się cenić, że przecież mam swoją wartość. Nikt nie zasługuje na to, żeby był  poniżany, czy lekceważony. I macie rację, że nie powinnam przez Niego cierpieć! I to dziecko… macie rację, że wygląda na „wymówkę”…

Macie we wszystkim rację. Nie dam sobą „pomiatać”. Przecież mam swoja wartość i godność. Niczego w życiu złego nie zrobiłam, żebym musiała „pokutować”. Przynajmniej nie takiego złego! Dosyć! To koniec! Chciałam siebie okłamać. Myślałam, że dam radę wytrzymać do grudnia, ale nie… Nie dam!

Dzisiaj chłopak podjechał do mnie pod pracę. Uznał, że ma 2 godziny czasu i że możemy razem zjeść obiad… Super! Ale byłam już umówiona z przyjaciółką, której już 2 miechy nie widziałam, więc nic z tego! Trochę mi smutno było, bo stęskniłam się za nim, ale nie mogę. Obiecałam jej i się z nią spotkam. Tak mu powiedziałam. Odpowiedział, że „ok” i podwiózł mnie w umówione miejsce, w drugim końcu miasta. Nic tak to nie powiedział. Czyli widziałam go 40 minut. Nie był zły, ale… Ale gdy, powiedziałam mu, że przejmuję biuro „jego kolegi”… no tego Chefa co mnie podrywał, to był niezadowolony. Powiedział, żebym sobie przypomniała, bo mam dobrą pamięć, o czym rozmawialiśmy. Szczerze? Zapomniałam! Powiedziałam mu, że nie pamiętam, a on na to, że rozmawialiśmy już chyba 5 razy, a może więcej, że pod żadnym pozorem nie prowadzę sama biura. „Nie prowadź biura, gdy nikogo w nim oprócz mnie nie ma”. Brzmi jak 11-ste przykazanie Boże :D. Pytacie czemu? No więc sam „mój chłopak” zdążył odpowiedzieć… BO ON NIE CHCE MIEĆ ZŁYCH MYŚLI, PRZECZUĆ… NIE CHCE SIĘ GŁOWIĆ I STRESOWAĆ, ŻE JESTEM Z TYM „DUPKIEM” (jak to mój chłopak mojego Chefa określił) SAM NA SAM! Zaczęłam się śmiać! Z jednej strony to słodkie, że jest tak cholernie zazdrosny, a z drugiej to tak tragiczne, że jest zazdrosny na zabój, kocha mnie i mnie nie chce?… Powiedziałam tylko, że ok. Że żaden problem, że nie muszę tam być. Mogę wziąć tydzień urlopu. Na to przytaknął głową. I co do tego dodał? Ano to: „Rozmawialiśmy już wiele razy o tym. Dlaczego masz tam być tydzień sama? Dlaczego mam się stresować?”. I Uwaga!: „DLACZEGO DAJESZ SIĘ PODWIEŹĆ OBCEJ OSOBIE DO DOMU CZY W INNE MIEJSCE?”. No i pierdykłam! On jeszcze o tym? Aha! Boli Go to! No i dobrze! Przynajmniej jedna rzecz, która Go boli! Znowu Go przeprosiłam, żeby nie było… A on nic nie powiedział. Zmienił temat na ten, czy pojedziemy na tę przejażdżkę w środę… Ech… Dobrze, że chociaż zazdrosny jest…

Dzisiaj spotkałam się z przyjaciółką i powiedziała, że to przesada. Nie zasługuję na takie traktowanie. Nie jestem przecież kochanką! Rzekomo jestem Jego dziewczyną! No jestem? Czy też nie? Sama zadaję sobie to pytanie… Przyjaciółka powiedziała mi, żebym to wyjaśniła. Nie ma sensu żyć w niepewności. Nie zasługuję na to. Ona widzi co się ze mną dzieje. Zatracam się…

Dlatego postanowiłam. W tę środę jadę „z moim chłopakiem?” na przejażdżkę do innego miasta. Spędzimy tam jedną noc. Właśnie! Idealna pora na rozmowę! I jej już nie przegapię! Nie mogę! Już mi wszystko jedno! Jeśli usłyszę to, co Wam mówiła, czyli – najgorsze… To mam wszystko w dupie i poprowadzę to biuro przez tydzień – tak na złość Jemu! Zapytam Go o wszystko co mnie dręczy – a dręczy mnie wiele. Za dużo! Nie jestem w stanie pracować z jego EKS i udawać, że nic pomiędzy nami nie ma… To nie fair! Albo jej powie do grudnia albo załatwię to sama…

Wszystko wygarnę! Wszystko! Wszystko, co mi tylko na sercu leży. Tracę moją nadzieję na nasze szczęście. A gdy ją tracę, to tracę automatycznie granicę. Granicę, którą nigdy nie byłam w stanie przeskoczyć. Ale teraz ja przeskoczę! Powiem wszytko co myślę. Wypytam Go o każdy detal. Nie popuszczę. Już nie potrafię!

Mimo wszystko mam nadzieję na „pozytywną” odpowiedź. Po tych zapewnieniach „kocham Cię” i „jesteś przepiękna”… Nadzieja matką głupich, ale ja ją mam. Zobaczymy czy jest prawdziwym mężczyzną, czy kolejnym oszustem! Wszystko w środę się okażę! A ja oczywiście – jak nie będę musiała z innego miasta, z naszej „przejażdżki” wracać na pieszo :D to wszytko Wam opiszę. Wszystko, czego się dowiedziałam i to na czym stoję.

A propos… Właśnie kończę sama szampana… Jak to mówią… „Zalewam smutki”…

Pozdrawiam Was bardzo cieplutko i dziękuję z góry za komentarze! :D ;*

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | 4 komentarzy

Witajcie Kochani!

Bardzo Wam dziękuję, że jesteście aktywni na moim blogu :) Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze :)

Co do tej EKS… Otóż ta sytuacja jest bardzo skomplikowana. Zapomniałam Wam wszystkiego napisać. W swoich komentarzach pisaliście o zaufaniu oraz zastanawiacie się dlaczego on chce mieć tą EKS tak blisko przy sobie. Owszem, coś jest na rzeczy. A mianowicie jest masakra… Zanim powiem Wam o co chodzi, przyznam się bez bicia, że o tym wiedziałam od samego początku. Nie była to dla mnie niespodzianka. Nigdy mój chłopak mnie nie okłamał. Wszystko zaakceptowałam. Świadomie tkwię w „trudnym” związku.

A więc co łączy mojego chłopaka z jego eks? Dziecko! Tak! Oni mają „wspólne” dziecko. Jest to tak cholernie dla mnie trudne, że czasem mam wszystkiego dość. Nie jestem zazdrosna o małe i niewinne dziecko. Nie! Ja nie z takich. Dlatego dałam szansę naszemu związkowi. Problem polega również na tym, że jego eks pracuje u niego. Rozumiem, że muszą mieć kontakt, gdyż jego dziecko jest jeszcze za małe, żeby same do niego dzwonić. Rozumiem, że przez to muszą się widywać. OK. Przeżyję. Ale są rzeczy, których nie strawię.

Nie przeżyję i nie zaakceptuję tego, żeby ona dalej u niego pracowała (do grudnia może, ale jak ja przyjdę, to nie!).

Ale największym problemem z tych wszystkich problemów to ten, że UWAGA… Padniecie…

ONA NIC O MNIE NIE WIE! Ona nic nie wie, że ja i on jesteśmy ze sobą. Ona tkwi w związku z nim, który się ciągnie już ileś lat. I nawet nie wie o tym, że on się już rok temu zakończył. Nie jest świadoma tego, że on jej nie kocha i ma już inną – mnie… To przykre, bo wygląda na to, że robię za kochankę, a nie za dziewczynę :( To nie fair!

Ona myśli, że jest po staremu. On przed nią udaje, że jest ok i jest ze mną. To nienormalne… Wiem. On już pół roku próbuje od niej odejść i coś mu się nie udaje. Boi się, że straci kontakt z dzieckiem, które kocha. Z jednej strony byłabym w stanie to pojąć, zrozumieć, ale z drugiej strony to nie jest ok. Ja cierpię, bo czuję się jak kochanka. On cierpi, bo musi udawać przed nią kogoś kim nie jest. Ona cierpi, bo mogłaby sobie już życie ułożyć z kimś innym. Mój chłopak – hehe… A więc „mój chłopak” już pół roku temu „prawie” się do mnie przeprowadził. Pokłócił się z nią i już spakował walizki, ale zatrzymało go dziecko pytające: „Tatusiu, dokąd idziesz? Nie zostawiaj mnie…” No i chu…chusteczka. Został ze względu na dziecko. Kolejny raz powiedział mi, że przeprowadzi się jak jego eks wróci z urlopu. Wróciła. 4 tygodnie temu. Nic nie wspomniał. Nie przeprowadził się. Znowu zmiękł. Znowu zabrakło mu siły, odwagi. To dlatego mi tak przykro, bo nie wiem na czym stoję. Istnieją dwie opcje: Jeśli w grudniu będę z nim pracować, to do tego czasu on jej wszystko wyjaśni i zamieszkamy razem albo jak zwykle to „przeciągnie” i może jeszcze będę miała „zaszczyt” pracować z szanowną EKS. Nie ma mowy! Znając jego charakter wierzę, że wybierze opcję pierwszą. Dlatego mam jeszcze siłę to wytrzymać do grudnia. Jeśli wybierze opcję drugą, to powiem mu wszystko co o tym myślę. „Wyrzucę” z siebie wszystko! I wtedy zobaczę, co on zrobi. Czy wybierze ją, czy mnie. Przecież nie mogę dłużej tkwić w takim związku. Bo mam marzenia…

Chciałabym być jego „oficjalną” i jedyną dziewczyną. Chciałabym z nim mieszkać. Chciałabym zawsze przy nim być, wspierać go w potrzebie, gotować mu, prasować, prać, rozweselać go. A może kiedyś też chciałabym mieć dzieci? Nie mówię, że już, ale kiedyś zapewne. Byłabym w stanie tak wiele poświęcić, żeby on był szczęśliwy ze mną. I ja wiem, że też byłabym szczęśliwa, bo odwzajemniałby to na swój sposób. Chciałabym być jego oparciem i chciałabym sprawić, żeby nasz wspólny dom był oazą, do której zawsze chętnie by powracał.

Nigdy nie mówiłam mu o sprawach, które mnie bolą. O tym, że ma częstszy kontakt z EKS niż ze mną. O tym, że z nią śpi (skoro ona myśli, że jest ok, to pewnie oni ten-tego… Nawet nie chce mi się myśleć! Mój chłopak twierdzi, że nic między nimi nie ma. Przecież głupia nie jestem. Przecież skoro EKS myśli, że jest z nim w związku to pewnie „to” robią… Już mi nie dobrze). O tym, że mało czasu mi poświęca. O tym, że pewnie ona wie więcej o jego sprawach, problemach niż ja. O tym, że miał w te wakacje się do mnie przeprowadzić, a tego nie zrobił. O tym, że czasem w weekend’y zostaje z nią w domu, poświęca jej czas, a nie spotyka się ze mną. Czasem opowiada, że chodzi z dzieckiem do parku – do tego nic nie mam, ale czy przypadkiem ona do tych spacerów się nie przyłącza?. Widzicie? Tyle rzeczy akceptuję, a to nawet nie połowa. Nic mu nie powiedziałam. Żadnych „jazd” mu nie robiłam. Ostatnio, gdy łzy mi poleciały po policzkach, bo nie byłam w stanie tego wypowiedzieć, mój chłopak powiedział mi, że „wie, czego ja od niego oczekuję”. Dla mnie to oznacza, że do tego grudnia on wszystko z nią wyjaśni. Mam taką nadzieję. I tak czasem myślę, że za dobra jestem. Ale prawie wszystkiego byłam świadoma. Moja wina też tu jest.

No nic. Nie mam siły. To i tak jest tylko maleńki „kawalontek” tego, co jest nie fair. Tego, co mnie boli. Ale nie mam już dzisiaj siły. Jestem zmęczona psychicznie. Jak troszkę odpocznę i sobie przypomnę to podzielę się z Wami innymi szczegółami.

A jak myślicie, gdzie on teraz jest? Przecież wrócił dzisiaj z delegacji, a u mnie go nie ma…

Z góry dziękuję Wam za komentarze :)

 

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , | 4 komentarzy

Jak zwykle…


Cześć Wam wszystkim!
Przepraszam, że nie pisałam. Nie pisałam, bo nie wytrzymałam. Pojechałam sama w góry. Ten list nie wypalił, bo zabrakło mi odwagi. Spotkaliśmy się jak zwykle… Ale jak zwykle nic nie powiedziałam. O dziwo dwie ostatnie noce spędziliśmy razem. Nawet w parku byliśmy, ale ani on, ani ja tego tematu nie poruszyliśmy. A szkoda!

Miałam z siebie już wydusić, ale ogarnął mnie taki dziwny lęk. Było tak miło, a ja bałam się, że usłyszę to, czego usłyszeć nie chcę. Postanowiłam się zamknąć, gdyż uznałam, że to chyba niczego nie zmieni… Przynajmniej teraz nie zmieni… Jedyne co mogłoby zmienić to mój humor – na jeszcze gorszy…

Spędziłam te ostatnie dwa dni z nim bardzo miło. Potem pojechałam na tydzień w góry (mój chłopak jest w delegacji), żeby przemyśleć, odpocząć. Myślałam, że to mi pomoże, ale się pomyliłam. Owszem, tam zapomniałam trochę o problemach, ale gdy tylko tu wróciłam – wróciły i moje zmartwienia. Już nic mi nie pomoże. Mam parę opcji i nie wiem, która jest lepsza:

1. Gdy się zobaczymy – powiem mu co myślę >> (Usłyszę TO najgorsze i już do „końca świata” będę smutna i przygnębiona)
2. Będę dawała mu delikatnie do zrozumienia, żeby się skapnął sam. Dzielnie wytrzymam do grudnia (MASAKRA!!!), bo w grudniu nasza sytuacja troszkę się zmieni (A to już postanowione). A jak nie wytrzymam to dopiero liścik mu wręczę >> (To opcja, którą chyba wybiorę , bo jest najłagodniejsza)
3. Nic mu nie powiem >> Wiem, wiem… Odpada!

Drugą opcję wybiorę, bo wydaje się „najbezpieczniejsza” dla mnie. Będę sobie dalej robiła nadzieję, którą już zresztą straciłam… Próbuje oszukać mózg :P

Co do sytuacji (o której wspomniałam, że się coś zmieni i to postanowione), to chodzi o to, że w grudniu będę pracowała w jego firmie. Co to zmienia i na co to wpływa? A no na to, że teraz to stanowisko, które ja mam zająć w grudniu zajmuje… uwaga… nie uwierzycie…           ni chuchu…
JEGO SZANOWNA EKS!
Tak! I to mnie boli. Właśnie o to chodzi. Właśnie tego od paru miesięcy próbuję się dowiedzieć. Czy on ją zwolni i czy skończy z nią wreszcie raz na zawsze! A może będziemy razem pracowały i zostaniemy przyjaciółkami? Chyba żart! Wiecie… Jakoś mam mieszane uczucia, co do tego. Staram się o tym nie myśleć, bo szlag mnie trafia. Poczekam. Zobaczę. Na wiele pytań, z biegiem czasu i tak otrzymam odpowiedź. Nie chce mi się teraz myśleć. Przepraszam. Musiałam to napisać.

Dziękuję Wam za komentarze :)

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | 4 komentarzy

Chciałam mu powiedzieć co czuję, ale… znowu ta cholerna blokada!

Wczoraj około 16:00 zadzwonił do mnie. Zapytał się czemu jestem smutna. Powiedziałam mu, że muszę mu coś powiedzieć. Coś, co siedzi we mnie i zżera mnie od środka. Coś, co jest powodem mojej depresji (?).  Powiedział, żebym nawet teraz powiedziała, że on mnie słucha. Nie dałam rady. Powiedziałam, że przy najbliższej okazji wszystko mu wyjaśnię. To nic złego, ale muszę to wreszcie z siebie wyrzucić. Powiedział, że w porządku. To był koniec rozmowy, a w mojej głowie zaczął się układać jakiś dziwny schemat. Jak mu powiedzieć? Co dokładnie? Czego lepiej nie mówić?… To straszne! Położyłam się spać po północy. Zwykle sen mam lekki i zwykły szept powoduje moje przebudzenie. Tym razem nie… Obudziłam się rano i pierwsze co zerknęłam na telefon. Co? SMS? Jak to? Nic, ale to nic nie słyszałam. Ukochany napisał wczoraj o 01:09 czy już śpię. Oczywiście spałam, więc nie odpisałam. Poszłam do pracy. Po pracy, o godzinie 15:09 zadzwonił do mnie i zapytał się czy przeczytałam sms i jeśli tak, to czemu nie odpisałam. Powiedziałam, że nie słyszałam go i tylko dlatego nie odpisałam, nic poza tym. Powiedział, że około 16:00 przyjedzie do mnie. Ucieszyłam się, ale w głębi serca nie byłam gotowa, żeby mu to powiedzieć.

Przyjechał dokładnie godzinę później (16:09). Przywitał mnie czuło i powiedział, że wprawdzie nie ma za wiele czasu, bo ma pracę, i że wczoraj napisał tak późno, bo nie mógł spać. Myślał o tym, co to ja chcę mu ważnego powiedzieć. I chce, żebym mu to powiedziała. Jest w stanie wszystko przyjąć i mogę spokojnie powiedzieć co mi przeszkadza, co jest nie tak, wszystko. Nabrałam wody w usta… Blokada… Znowu! Moje oczy płaczą, mówią już same za siebie, ale  język milczy. Nie potrafię. Mam jakąś pierdzieloną blokadę. Coś mnie dusi, gdy tylko wypowiadam jedno słowo. Ukochany próbował mi pomóc, już nawet sam wymyślał trudne tematy, na które być może chce się wypowiedzieć, ale… Ale nie trafił na ten, który mnie dręczy. Widział jak się męczę. Położył się i zamknął oczy, żeby mi ułatwić, ale nic z tego. Przytulił mnie mocno i powiedział, że jak nie jestem gotowa, to nie będzie naciskał. Spojrzał mi w oczy i powiedział, że wie, czego ja od niego oczekuję. Uśmiechnął się i oznajmił, że jutro poświęci mi więcej czasu. Możemy iść (na już dawno obiecanego zresztą) tenisa stołowego do parku. Po tym mogę mu wszystko powiedzieć. Obiecałam, że jutro powiem mu na 100%. Gdy kończył wypalać papierosa, lekko się uśmiechnął i patrzył tak strasznie głęboko w moje oczy. Jego piękne, czekoladowe oczy hipnotyzują mnie zawsze. I tym razem moje serducho zadrżało. Pomyślałam sobie: „Kurczę, ale ja go kocham…”.

Odjechał. A ja teraz sobie myślę, że jutro znowu będzie „klucha” w gardle… Już na samą myśl robi mi się niedobrze. Nie wiem od czego zacząć… Mimo, iż będzie mi cholernie trudno to wydusić – to muszę! Nie mam wyjścia. W przeciwnym wypadku - spłonę

Układam sobie teraz, co dokładnie chcę mu powiedzieć, o co zapytać, wypytać. Nawet pewien pomysł wpadł mi do głowy, a mianowicie napiszę list. List, w którym opiszę wszystko co czuję, wszystkie obawy, wszystkie pytania, uczucia i „nieścisłości”. Spokojnie… To tylko tak, w razie czego, gdybym znowu miała „blokadę”. No i żebym pamiętała wypytać się o wszystko. Bo jak zacznę mówić, to reszta przyjdzie mi już łatwiej.

Dlaczego mam „blokadę„? Czego się obawiam? Chyba odpowiedzi. To przez nie mam depresję. Bo mój mózg zdążył już sam na niektóre sprawy odpowiedzieć, czy coś wywnioskować. Boję się właśnie tego jutrzejszego „potwierdzenia” moich obaw… Nie chcę tego słyszeć, ale muszę wiedzieć. Błagam, żebym się nie rozczarowała, a raczej mile zaskoczyła. Ile ja bym dała, żeby usłyszeć to, co sprawiłoby, żebym była tak naprawdę szczęśliwa.

Chcę być z nim. Chcę być zawsze z nim. Chcę mieć normalny związek z nim. Jako, że jestem marzycielką, chciałabym również mieć z nim możliwość stworzenia rodziny. Nie mówię, że teraz, ale kiedyś tam… No i znowu płaczę… Jak tak dalej pójdzie, to „zaleję” łzami klawiaturę i przestanie funkcjonować. I już nie będę w stanie pisać…

Co jeśli powie, żebyśmy sobie żyli tak jak teraz, bo on ma dużo problemów (o których wiem doskonale)? Boli mnie, że wcześniej powiedział, że w sierpniu załatwimy sprawę, że ułożymy sobie normalnie życie. Ale teraz żadnej odpowiedzi, żadnego działania i dlatego straciłam grunt pod nogami. Nie wiem na czym stoję i czy w ogóle na czymś stoję. Przecież nie zapomniał… On taki nie jest. Przestraszył się? Pewnie tak… Tylko czego?… Jutro ja się będę „produkować”, ale jego też czeka trudne zadanie. Jutro nie odpuszczę, ani mnie, ani jemu. Będzie musiał szczerze ze mną porozmawiać i powiedzieć dlaczego sprawę zostawił, „odłożył” na bok…

Połowa mnie tak jakby umarła… Jestem jedną nogą w zaświatach. Nie chciałabym kolejnego przybitego gwoździa, do już i tak mojego lichego krzyża. Bo co ja pocznę? Jak ja to zniosę?

Nie chcę dopuszczać tych myśli, bo będzie kolejna nieprzespana noc… Mimo wszystko mam nadzieję, że to się wszystko „pozytywnie” rozwikła… Jutro, a jak nie dam rady to pojutrze napiszę co z tego wyszło, o co zapytałam, o jaką sprawę chodziło i jakie odpowiedzi usłyszałam. Zobaczymy czy będę radosna, czy będę płakać…

Dziękuję za komentarze.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 13 komentarzy

Zaskoczona! – nie tak jak myślałam…

Przede wszystkim dziękuję za cenne komentarze. Zawsze biorę je sobie do serca, więc nie krępujcie się i śmiało wyrażajcie co myślicie, nawet gdy chcecie mnie opierdzielić. Przyjmuję wszystko ;)

 Tak, tak, zrąbałam. Na moje „przepraszam”… A dokładnie mówiąc: na moją wyciągniętą dłoń powinien swoją rękę schować do kieszeni. Nawet nie liczyłam na to, że mi wybaczy. Sądziłam, że będzie zły, no bo jak by inaczej. Za to co zrobiłam, gotowa byłam odbyć karę. Bo taka jestem.

A więc przyjechał wczoraj o 17:00. Wszedł, przywitał się normalnie tak, jakby nic się nie stało. I wtedy zrozumiałam… On nic o tym nie wie! Bo normalnie by od razu do mnie zadzwonił i przyjechał, żebym mu to wszystko wytłumaczyła. I wtedy… I wtedy poczułam się jak najgorsza… Przytulił mnie mocno i coś we mnie pękło. Dziwne, „palące” od wewnątrz uczucie… Zaczęłam płonąć…

Zapytał się jak się czuję. Już widząc moją minę wiedział, że nie za dobrze. Powiedziałam, że strasznie źle. Powiedziałam, że chyba mam depresję… Bo od jakiegoś czasu chyba ją mam… Powiedział, że strasznie schudłam i powinnam zacząć normalnie jeść. Zapytał się co się dzieje, co się stało. Próbowałam powiedzieć, przyznać się do tego jaka ze mnie idiotka. Uznał, że najpierw pojedziemy coś zjeść, a potem mu powiem. Powiedział, że jest mu smutno, że nie mógł poświęcić mi więcej czasu, bo miał dużo pracy. Dlatego nie widzieliśmy się prawie 5 dni… Smutno mu też, że mi jest smutno. A mnie jest smutno, że jestem powodem jego smutku.

Pojechaliśmy. W trakcie drogi opowiedział mi o swojej byłej, dawnej (z przed 5 lat dziewczynie), która mieszkała nad nim, w jednym z bloków koło „chińczyka” (tam poszliśmy zjeść). Poznali się w windzie. Następnie byli ze sobą, ale nie mieszkali razem. On mieszkał w swoim mieszkaniu, a ona nad nim we własnym. Taki to był związek. Byli razem 3 lata. Zapytałam dlaczego 3? Kto zakończył i czemu? Powiedział, że on zakończył, bo zauważył, że miała pewne problemy psychiczne, które dopiero po jakimś czasie wyszły na jaw. Powiedział jej, że to koniec. A ona nie chciała dać mu spokoju. Dręczyła go codziennie, przez następne 2 lata. Dzwoniła godzinami dzwonkiem do drzwi i domofonem. Jednocześnie!. On wtedy pracował na budowie i ona codziennie na tą budowę przychodziła, żeby na niego popatrzeć i wreszcie jak kończył pracę, to znowu go dręczyła, że chce wrócić i że nie da mu spokoju. Mój chłopak powiedział mi, że od tamtej pory jest innym człowiekiem. Ona go zniszczyła psychicznie. Coś w nim pękło i ten niesmak, to coś zostało do dziś. Widzę, że on, mimo iż jest silny psychicznie, jest również w środku miękki. Ale tego nie pokazuje. Tylko ja to dostrzegam, bo jestem jedyną i najbliższą osobą jego sercu. Tylko przede mną jest w stanie się otworzyć. „Była” dręczyłaby go do dziś, ale sprzedał mieszkanie, zmienił numer telefonu i miejsce pracy. To straszne!!! Tak cholernie mi go szkoda. Pierwszy raz dostrzegłam tak jakby łzy w jego oczach. Przytuliłam go mocno i powiedziałam, że ja zawsze przy nim będę i zawsze może na mnie liczyć. Nigdy go nie zranię. Serio? – pomyślałam. A co idiotko właśnie zrobiłaś? Przecież jak mu to powiem to też go zranię… I znowu poczułam się jak najgorsza… Przepraszam, ale jestem samokrytyczna.

Gdy zapytałam ile miał związków odpowiedział, że niewiele. „To znaczy?” – no musiałam zapytać. A on: „tylko 30-40″. „Co??!! Eee…”. „Tylko żartowałem! Te prawdziwe, to tylko 2″. Kamień spadł mi z serca. „A więc jestem tą… trzecią, czy czwartą, bo już nie ogarniam”. Odparł z lekkim uśmiechem na twarzy, że tą trzecią. :)

No więc zaczęliśmy jeść. Gdy on już kończył, wydusiłam z siebie prawdę. Musiałam. Wiedziałam, że będzie smutny, ale jestem winna, zrąbałam i jest mi cholernie przykro. Nie mogę go okłamać.

Powiedziałam: „Skarbie, jest mi cholernie głupio i przykro. Jestem zła. Żałuję. Niby to nic takiego. Nic tragicznego nie zrobiłam. Nie zdradziłam Cię, ale… parę dni temu podwiózł mnie Twój znajomy – a mój Chef, na pewne spotkanie”. No i mina mu zbledła. Był zły. Zapytał dlaczego się zgodziłam. Powiedziałam, że mówiłam, że nie chcę, ale Chef nie przyjmował tego do wiadomości. On powiedział, że zachowuję się jak dziecko. Ktoś mi mówi – ja muszę zrobić. Był zły. Powiedział, że przecież parę dni temu jasno i wyraźnie wytłumaczył mi, że nie ma mowy, żeby taka sytuacja miała miejsce. Gdybyśmy o tym wcześniej nie rozmawiali, to mogłabym powiedzieć – „No, ale przecież skąd miałam wiedzieć?”, ale wiedziałam i dlaczego tak zrobiłam? Rozmawialiśmy na ten temat i wszystko było jasne. I co ja zrobiłam? Dokładnie przeciwieństwo! Dlaczego? Pytam się dlaczego? Nabrałam wody w usta… Kur..! Dlaczego?! Przecież Chef siłą mnie do auta nie wsadził. Gdybym tylko bardziej asertywna była! Cholera! No przecież powinnam kategorycznie nie wsiadać! Mój chłopak na to: „Czy jakby Cię ktoś obcy, jakiś pener na ulicy zaczepił i powiedział, żebyś wsiadała, bo coś zjeść jedziemy.. to.. to byś wsiadła?”. Teraz to już masakrycznie się poczułam. Racja. Oczywiście, że nie wsiadłabym. To dlaczego to zrobiłam? Wiecie, wiedziałam, że chłopak jest o mnie zazdrosny, ale że aż tak… Aż mi cholernie głupio. Może właśnie tej „zazdrości” chciałam. Chciałam więcej jego uwagi. Ale już wiem, że właśnie nie takiej! Zrypałam… Chłopak wstał. Wziął papierosa i wyszedł na zewnątrz zapalić. Tak smutnego i tak zawiedzionego nie widziałam go nigdy. Poprosiłam rachunek i poczekałam, aż wróci. Zapłacił i wsiedliśmy do samochodu. Wypytywał się mnie, o co Chef się mnie pytał, czy były jakieś podteksty. Powiedziałam, że mówił tylko o sobie. Wtedy się zamyślił… i odparł: „Po jaką cholerę on Cię na siłę chciał zawieść i jeszcze opowiada Ci o całym, swoim prywatnym życiu. To nienormalne! On czegoś chce! Ja tego tak nie zostawię. Nie będziesz u niego pracować. Tak być nie może. Póki co obserwuj go, wsłuchaj się w to co on mówi. Jesteś mądra i jesteś w stanie zobaczyć, czy zarywa. Powiedzmy, że to ja jestem głupi i on tylko z „dobroci” to zrobił… Ale czemu cholera na siłę Cię odwiózł?! Dlatego sama widzisz, o co chodzi! Nie zostawię tego! Teraz mam do myślenia!” Ze łzami w oczach przeprosiłam i powiedziałam, że to się więcej nie powtórzy. Przepraszam. Jestem do dupy…

I wiecie? I wiecie co on na to? On na to, że jestem mądra, bardzo mądra, że ma dobre „uczucie do mnie”, dobre zdanie, ma do mnie zaufanie i póki jestem dobra – a jestem zawsze, to zawsze będzie on stawał w mojej obronie, zawsze będzie przy mnie. Za to, że jestem „w porządku”, fair. Powiedziałam mu od razu, a nie musiałam (choć i tak by się za parę dni dowiedział – sam tak powiedział), że go nie okłamałam, że rozumiem mój błąd, że jestem wierna. Jestem młoda i każdy popełnia błędy. On też. Cieszy się i dziękuje mi za to, że się przyznałam. Bo gdybym nic nie powiedziała, a on potem by o tym usłyszał, to stracił by do mnie to zaufanie, które budowaliśmy cały czas. Grunt to się przyznać od razu do winy i niczego za plecami nie robić. I my właśnie z takich ludzi jesteśmy. Powiedział, że jest pewny, że następną propozycją Chefa będzie… obiad. Kiwał głową jak to mówił. Chef szuka przygody. Da ci trochę pieniędzy, podwiezie Cię tu i tam, zaprosi Cię na obiad i…i już po Tobie. Już jako człowiek będziesz wykorzystana, skończona.

Boże, jaki mój chłopak jest mądry… Skąd on to bierze? Dlatego uważam, że to mój Anioł.

Te wszystkie słowa, to najwspanialsze co usłyszałam. On jest Aniołem, moim Aniołem. Dlaczego on jest taki kochany? Dlaczego ja czasem muszę coś spierdzielić? Jestem mu taka wdzięczna, że mi wybaczył. Bo sam powiedział, że wybaczył, bo go nie okłamałam. I że takich rzeczy nie wolno taić. Kocham go!

Było już koło  01:00 w nocy, a i tak powiedział, że go to dręczy i że on tak tego nie zostawi. Powiedział, że wyobraża sobie, że wie, jak jest mi ciężko, dlatego, że jestem praktycznie sama. Prócz niego nie mam nikogo. On powiedział, że jest w tej samej sytuacji i on też ma depresję. Pracuje dla zabicia czasu i dla kontaktów z innymi, w żadnym wypadku nie dla pieniędzy. „Gówno z pieniędzmi” – jak to powiedział. On dobrze wie, że one szczęścia nie dają. Bo ma ich powiedzmy „mnóstwo”. Gdy kraj będzie mnie „zżerał” – to mam nie walczyć – tylko siebie ratować. Powiedział, że zrobi wszystko, żebym była szczęśliwa. Jak czegoś potrzebuję, to wystarczy, żebym powiedziała i on zrobi wszystko. Powiedział nawet, że gdybym po jakimś czasie stwierdziła, że tu się nie da żyć, że jestem nieszczęśliwa, że się wypalam, że próbuję przebić mur, który jest niezniszczalny – to lepiej, żebym pojechała w to miejsce na Ziemi, w którym jestem szczęśliwa. Jeśli tylko będę szczęśliwa i to bez niego, to lepiej bez niego… Przytuliłam go i powiedziałam, że chcę być tylko z nim. U niego na pierwszym miejscu jest to – żebym była szczęśliwa. Jeśli tylko ja szczęśliwa będę – to on też. Nawet, gdybyśmy mieli (jako wariant) mieć związek „na odległość”, spotykać się raz w tygodniu, czy raz w miesiącu… Jest ciężko i pytanie czy wytrzymam. Wytrzymam? Tak! Wytrzymam! – od razu odparłam. Ważne, żebym była szczęśliwa… Chyba nic wspanialszego nie mogłam usłyszeć. On jest najukochańszy. Nie chcę go stracić. Płaczę, ale jestem jednocześnie szczęśliwa, że z nim jestem. Że on taki jest. Kocham go i zrobię dla niego wszystko!

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | 11 komentarzy

Smutek

Nie pisałam co się stało, bo sama nie wiem co…
Nie widziałam się z nim jeszcze… od wtorku…
Po głowie chodzą mi różne myśli… Co zrobiłam nie tak?
Normalnie od wtorku powinien się odezwać, zadzwonić, napisać… cokolwiek!
A tu nic… Siedzę sama jak ten kołek i dzisiaj mam kryzys. Coś mnie zżera od środka, mam złe myśli i złe przeczucia. Z tego zamyślenia dzisiaj wpadłabym nieumyślnie pod samochód – moje zielone światło okazało się być czerwonym… Ale to nic w porównaniu z tym, co dzieje się we mnie.
Może faktycznie uraziło go moje „środowe” zachowanie? Wiem… Zrąbałam… Ale nawet nie mam jak przeprosić, bo jeszcze go nie widziałam. Nawet jeśli jest zły, to mógłby mi powiedzieć. Nie! To do niego niepodobne. Zawsze, gdy były jakieś problemy, wątpliwości to od razu był telefon, czy przyjeżdżał i rozmawialiśmy. My jesteśmy tacy, że niczego „na później” nie odkładamy.
W takim razie co robi w weekend wieczorem? Pierwszy raz napisałam do niego sms’a: „Co porabiasz dzisiaj?”. Żadnej odpowiedzi. To też do niego nie podobne. A może coś się stało? A może zwyczajnie baluje… Myśli nie dają mi spokoju. Jestem ogólnie zła. Jeśli jutro zadzwoni i się spotkamy, to chętnie się go zapytam o to, jak minął mu weekend.
Przepraszam, ale mój obecny humor jest sumą wszystkich zebranych myśli z przed paru miesięcy. Jedna część mnie jest wypalona, ale pozostała mówi: „Wyluzuj! Dasz radę! Przecież wszystko jest ok…”.
No nic… Życzę Wam miłej nocy, a ja… a ja spróbuję zasnąć…
Pozdrawiam

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , | 3 komentarzy